rowerowe historie

daVe
Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2011

Dystans całkowity:798.32 km (w terenie 281.00 km; 35.20%)
Czas w ruchu:45:54
Średnia prędkość:17.39 km/h
Maksymalna prędkość:57.05 km/h
Suma podjazdów:937 m
Maks. tętno maksymalne:194 (95 %)
Maks. tętno średnie:158 (77 %)
Suma kalorii:6131 kcal
Liczba aktywności:14
Średnio na aktywność:57.02 km i 3h 16m
Więcej statystyk
Piątek, 29 lipca 2011 Komentarze: 0
Dystans1.79 km
Czas00:06
SprzętLawinka
Vśrednia17.90 km/h
Vmax29.94 km/h
Temp.15.0 °C
Więcej danych
Leśne - IWspSZ - Leśne

Obiad zjedzony, dzień zaliczony :)
Czwartek, 28 lipca 2011 Komentarze: 0
Dystans50.45 km
Czas02:00
Podjazdy260 m
SprzętLawinka
Vśrednia25.23 km/h
Vmax57.05 km/h
Tętnośr.146
Tętnomax179
Kalorie 1353 kcal
Temp.17.2 °C
Więcej danych
HZ: 29% | FZ: 57% | PZ: 13%

Leśne - Myślęcinek - Fordon - Sudecka x4 - Jarużyn - Strzelce Górne - Aleksandrowo - Borówno - Nekla - Żołędowo - Niemcz - Myślęcinek - Leśne

Z książką na uszach. Niejednokrotnie w deszczu. Cały czas po kałużach. Pogoda paskudna, ale co zrobić - jeździć trzeba :)

Wtorek, 26 lipca 2011 Komentarze: 2
Dystans78.92 km
Teren25.00 km
Czas03:20
Podjazdy332 m
SprzętLawinka
Vśrednia23.68 km/h
Vmax56.52 km/h
Tętnośr.154
Tętnomax194
Kalorie 2556 kcal
Temp.20.4 °C
Więcej danych
HZ: 14% | FZ: 52% | PZ: 33%

Leśne - Myślęcinek - Rynkowo - Smukała - Samociążek - Koronowo - Stronno - Dobrcz - Włóki - Trzęsacz - Strzelce Dolne - Fordon - Leśne

Pogoda prawie, że idealna, niestety w lasach mokro. Mimo to wybrałem się na spokojną przejażdżkę do Koronowa.
Oddawałem dzisiaj krew, więc nie planowałem szaleć. Jak wyszło? Jak zawsze! ;)

Zacząłem od krótkiej sesji fotograficznej. Po ostatnim update'cie Lawinki nie aktualizowałem zdjęć. Oto coś nowego, z rowerem w roli głównej. Tak, wiem, muszę przewody hamulcowe skrócić ;)


Okolica bardzo ładna, głód rowerowania ogromny, więc zamiast szukać oznaczeń gapiłem się na ptaki itp. i od razu zgubiłem szlak. Jak się później okazało, nie ostatni. Wyznając zasadę, że nie wolno się cofać, zawsze udawało mi się znaleźć właściwą drogę. Fuksiarz... :) Najlepszy odcinek to niebieski wzdłuż Brdy. Momentami czułem się jak w górach!


Momentami jak nad jeziorem. W sumie - to jest jezioro :)


Wyszedł mi bardzo ciekawy trening. Poszalałem po lasach, porozmawiałem z tubylcami (koleś na ostrym w Koronowie i pijaczki w Dobrczu), pobłądziłem, pojeździłem po górach (Trzęsacz!!!) Czego więcej chcieć od życia? :)



PS Jednak gpsies.com - mniej zbajerowane od sports-tracker.com a więcej opcji, m.in. suma przewyższeń, możliwość edycji trasy i dostęp do OpenStreetMap.
Poniedziałek, 25 lipca 2011 Komentarze: 0
Dystans2.61 km
Czas00:10
SprzętLawinka
Vśrednia15.66 km/h
Vmax24.99 km/h
Temp.18.0 °C
Więcej danych
Leśne - WOMP - Leśne

Tyle jeżdżąc to ja świata nie zwojuję... Co za zj*** pogoda... :/
Piątek, 22 lipca 2011 Komentarze: 0
Dystans24.37 km
Teren15.00 km
Czas01:14
Podjazdy272 m
SprzętLawinka
Vśrednia19.76 km/h
Vmax38.44 km/h
Tętnośr.157
Tętnomax188
Kalorie 1031 kcal
Temp.18.0 °C
Więcej danych
HZ: 12% | FZ: 48% | PZ: 39%

Leśne - Myślęcinek - Leśne

Dzisiaj małe upodlenie w stylu XC. Poznaję coraz więcej ścieżek - jeszcze trochę i opracuję sobie jakąś trasę treningową - u mnie z techniką teraz cieniutko... Przy okazji testuję nową opcję na bs.pl o której blase pisał na facebook'u. Wszystko ładnie, pięknie, ale... Brakuje mi jednej rzeczy na ST - nie podaje sumy podjazdów - a byłoby idealnie... :|

Czwartek, 21 lipca 2011 Komentarze: 0
Dystans24.17 km
Czas00:50
Podjazdy 73 m
SprzętLawinka
Vśrednia29.00 km/h
Vmax43.61 km/h
Tętnośr.158
Tętnomax184
Kalorie 651 kcal
Temp.20.2 °C
Więcej danych
HZ: 8% | FZ: 41% | PZ: 50%

Leśne - Myślęcinek - Osielsko - Fordon - Leśne

Krótki trening przed snem. Wilgotność chyba ze 120%, delikatna mgła, błyskawice nad głową i mżawka - jednym słowem idealne warunki :)

Służbista Kategoria PC-15
Środa, 20 lipca 2011 Komentarze: 0
Dystans18.12 km
Teren3.00 km
Czas00:50
SprzętLawinka
Vśrednia21.74 km/h
Tętnośr.158
Tętnomax188
Kalorie 540 kcal
Temp.22.0 °C
Więcej danych
HZ: 10% | FZ: 42% | PZ: 48%

Leśne - WOMP - Leśne - Stare Miasto - Myślęcinek - Leśne

Na służbę, ze służby, po służbie.
Rower dopiero co umyty, więc deszcz wygonił mnie do domu ;)
PS Powoli powstaje relacja z wyprawy Szlakiem latarni morskich - zachęcam do czytania!
Niedziela, 10 lipca 2011 Komentarze: 9
Dystans90.49 km
Teren3.00 km
Czas05:23
SprzętLawinka
Vśrednia16.81 km/h
Vmax37.26 km/h
Temp.28.0 °C
Więcej danych
2011 Bike the Baltic, czyli Szlakiem latarni morskich
Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty

Latarnia Morska Jastarnia (12/15) - Jurata - Latarnia Morska Hel (13/15) - Gdańsk - Latarnia Morska Gdańsk Nowy Port (14/15) - Przejazdowo - Wiślinka - Sobieszewo - Wiślinka - PKP Gdańsk Główny - PKP Gdynia Główna - (333 km) - PKP Poznań Główny – Dom

Jastarnia nas trochę rozczarowała. Z jednej strony problemy z noclegiem. Z drugiej najmniej okazała latarnia morska ze wszystkich. Nie zagościliśmy tam więc zbyt długo – już przed 9.00 rano byliśmy w drodze na Hel.


Nawet burżujska Jurata jest dużo ładniejsza.


To co się działo w Helu to istne szaleństwo. Najpierw straciliśmy chyba z pół godziny pod sklepem. Szybko do portu po bilety – zostało nam około 15 minut do odpłynięcia. A przecież jeszcze przy latarni morskiej nie byliśmy!!! Koniec końców udało się wyrobić na czas, ale niestety nie znaleźliśmy chwili na wejście na górę. A szkoda...


Początkowo przy wejściu na prom kazano nam ściągać sakwy, ale przy naszej pomocy obyło się bez tego.
I dobrze, bo sakwy Karola i Michała należą do tych „nieściągalnych” ;)


Wpłynęliśmy na szeroki przestwór oceanu...


Bezpieczeństwo to podstawa!


Dwie godziny na promie dały nam tak upragnione chwile odpoczynku i słońca. Wykorzystaliśmy je najlepiej jak się dało.
Ja oczywiście nie zapomniałem o pstrykaniu zdjęć :)


W Gdańsku popełniliśmy małe faux pas. Zamieszaliśmy z latarniami. W dużej mierze to moja wina, gdyż pogubiłem się w tym, która jest która... Do tego załoga promu oraz panie w IT wprowadzili nas w błąd. Do rzeczy – my pojechaliśmy do latarni morskiej w Nowym Porcie. Patrząc na to od strony historycznej to słusznie. Jednak dzisiaj to światło nie jest już czynne. Znajduje się tam tylko muzeum latarnictwa.


Właściwą latarnią jest ta w Porcie Północnym znajdująca się na wieży Kapitanatu Portu (widoczna w centrum kadru).
Do niej niestety nie dotarliśmy.


Do tej pory z Helu zawsze pływałem do Gdyni. Tym razem zdecydowaliśmy się na Gdańsk. I słusznie – przepływa się wtedy przez kanały Stoczni Gdańskiej. Nigdy nie widziałem jej od tej strony :)


Plusem takiego rozwiązania jest również to, że „ląduje się” w samym centrum miasta.


Tego pana nie muszę Wam przedstawiać ;)


Przedzierając się przez niezbyt ciekawe, stoczniowe okolice dojechaliśmy do latarni, o której wyżej pisałem – nieczynnej, w Nowym Porcie. Była ona pierwszym świadkiem wydarzeń z 1 września 1939 roku. Z jednego z jej okien padł pierwszy strzał II wojny światowej. Był to sygnał dla załogi okrętu Schleswig-Holstein do rozpoczęcia ostrzału Westerplatte. Nasi żołnierze nie pozostali dłużni i już drugim strzałem trafili w latarnię. Miejsce trafienia cały czas jest widoczne.


Gdańsk bardzo nas zmęczył. Przytłoczył. Do tej pory jak ognia unikaliśmy asfaltów, teraz musieliśmy jechać krajową „siódemką”. Droga nr 501 wcale nie była lepsza. Płasko, samochody, wmordewind. A przed nami jeszcze wiele kilometrów do Krynicy i brak perspektyw na ciekawszy powrót do Trójmiasta. W pewnym momencie powiedzieliśmy sobie dość. Było to tuż przed Sobieszewem.


Trudno było podjąć tą decyzję, ale postanowiliśmy nie kontynuować dalszej jazdy. Nie traktujemy tego jak przegranej. Ot, zmieniliśmy wstępne założenia – do Rosji nie dojedziemy, ostatniej, 15-tej latarni nie odwiedzimy. Nic strasznego... trzeba sobie zostawić jakieś cele na pozostałe lata życia :) Po raz ostatni pojechaliśmy na plażę, ochłodziliśmy się w wodach Zatoki Gdańskiej, zrobiliśmy pamiątkowe foto i...


(...) i wróciliśmy do zatłoczonego Gdańska.


Nie żeby nam się nie podobał. Przeciwnie. Tylko, że nie takie były założenia wyprawy. Chcieliśmy morza, spokoju. Odpoczynku od asfaltu, betonu, zgiełku. To dlatego najlepiej czuliśmy się w lasach, na wydmach, a nie w tych wszystkich (notabene identycznych) „nadmorskich kurortach”.


Nie żałowaliśmy, że nie dojechaliśmy do Krynicy, do Piasków. Cieszyliśmy się z niesamowitej przygody, jaką udało się przeżyć.
Z tych wszystkich pięknych miejsc, do których nigdy byśmy nie dotarli, gdyby nie rower. Zdecydowanie były to jedne z najlepszych wakacji w życiu! Będziemy mieli co wnukom opowiadać :) Także podróż pociągiem :D Bojąc się tłoku postanowiliśmy, że wsiądziemy w Gdyni Głównej, więc podjechaliśmy tam SKM-ką. Szybki chińczyk, wizyta na skwerze, ostatnie zdjęcia i można się zwijać do Poznania. W przedziale trafiliśmy na dwóch nowopoznanych kolegów wracających z wyprawy do Norwegii. Wspólnie upchaliśmy rowery, nawet kierownik pociągu okazał się być bardzo pomocny (m.in. zamknął jedne drzwi, przy drugich wyłączył automat do ich otwierania). Ale to nie jego będziemy wspominać, tylko kobietę, która wsiadła bodajże w Gdańsku... Najpierw za nic nie chciała sobie pomóc, później nawet nas nie słuchała. Na koniec się obraziła i sfochowana, że tacy młodzi mężczyźni nie pomagają kobiecie, zrobiła to, co proponowaliśmy jej na samym początku :) Ubaw mieliśmy z tego nieziemski – bo z nas taka kulturalna młodzież przecież :)



2011 Bike the Baltic, czyli Szlakiem latarni morskich
<--- Poprzedni dzień
Piątek, 8 lipca 2011 Komentarze: 0
Dystans98.75 km
Teren50.00 km
Czas06:13
SprzętLawinka
Vśrednia15.88 km/h
Vmax36.89 km/h
Temp.25.0 °C
Więcej danych
2011 Bike the Baltic, czyli Szlakiem latarni morskich
Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty

Łeba - Osetnik - Latarnia Morska Stilo (10/15) - Lubiatowo - Białogóra - Dębki - Karwia - Jastrzębia Góra - Latarnia Morska Rozewie (11/15) - Władysławowo - Chałupy - Kuźnica – Jastarnia

Noc spędziliśmy na kempingu Rafael – takich warunków na polu namiotowym to ja się nie spodziewałem :) To tylko potwierdza, że czasami warto zapytać miejscowych, gdzie najlepiej przenocować – kemping polecono nam w jednej z aptek. Nie wszystkie rady wzięliśmy jednak do serca – przy wczorajszym kebabie p. Maciej mówił, że na północ od Jeziora Sarbsko jest dużo korzeni. Sprawdziliśmy, potwierdzamy ;)


Mimo, że kiepsko się po czymś takim jedzie z sakwami, będę polecał przejazd przez Rezerwat Mierzeja Sarbska każdemu.
Okolica jest naprawdę urocza.


Po kilkunastu kilometrach dojechaliśmy do położonej około 1000 metrów od brzegu morza latarni morskiej Stilo. Jako, że znajduje się ona na wierzchołku dość wysokiej wydmy, rowery zostawiliśmy przy jednym ze straganów z pamiątkami pod okiem sympatycznej pani, a sami poszliśmy zwiedzać jedną z dwóch całkowicie metalowych latarni w Polsce.


Gdy już nacieszyliśmy oczy widokiem z latarni, przyszedł czas na piwko na pobliskim polu namiotowym oraz pogawędka z sakwiarzem z Bełchatowa. Podczas całej wyprawy wielokrotnie rozmawialiśmy z mijanymi bikerami. Często dawaliśmy sobie wskazówki co do trasy, tego czego musimy unikać, co warto zobaczyć, a co sobie odpuścić. To wszystko daje poczucie tworzenia niezwykłej grupy zapaleńców rowerowych :) Zgodnie ze wskazówkami pana z Bełchatowa do Lubiatowa jechaliśmy drogą pożarową nr 6 a dalej przy sklepie w lewo w las. Tutaj niezła historia. Jedziemy i jedziemy – od Lubiatowa zrobiliśmy już niezłych parę kilometrów, za chwilę powinniśmy być w Białogórze – przed nami „skrzyżowanie” i nie do końca wiemy, którędy jechać. W pobliżu jednak zauważamy jakiś obóz. Podjeżdżamy do kolesia z napisem „Kadra” na koszulce i pytamy gdzie jesteśmy i jak dotrzeć do Białogóry. On na to, że nie wie – ?!?, to może chociaż pokaże nam pan na mapie gdzie jesteśmy. – Nie mam mapy... A na naszej? – Ok, jesteśmy mniej więcej tutaj, przed Lubiatowem. WTF?! Przecież w Lubiatowie byliśmy z pół godziny temu... Nie słuchając więcej wskazówek „Kadry” pojechaliśmy tak, jak nam się wydawało. Za parę minut byliśmy w Białogórze :D Tam pyszny obiad i po chwili moczymy tyłki w rzece Piaśnica, w Dębkach :)


Za Dębkami pogoda zaczyna się psuć, z nieba leci mżawka, wjeżdżamy na asfalty i w zasadzie do Jastrzębiej Góry nic się nie dzieje. Dopiero podjazd na wjeździe do tej miejscowości przypomina nam, że żyjemy ;) Zdecydowanie miejscowość zasługuje na słowo „Góra” w nazwie... Wbrew temu, czego uczyli nas na geografii, odnajdujemy tam najdalej na północ wysunięty punkt Polski.
Przez 25 lat żyłem w przekonaniu, że jest on na Przylądku Rozewie, a tu proszę jaka niespodzianka ;)


Dosyć, że latarnia morska Rozewie została na swoim miejscu, a nie przeniesiono jej na przykład do Władysławowa... Choć w sumie niewiele by to zmieniło, bo bez tego trudno się połapać w tym wszystkim – okazuje się, że na Rozewiu są dwie latarnie. „Stara” świeci do dziś, a „Nową” wyłączono w 1910 roku...?!


Przed Władysławowem zaczęło padać mocniej, więc postanowiliśmy wyciągnąć trzymane na taką okoliczność płaszcze.
Co... zazdrościcie, nie? ;)


Posileni wędzoną rybką prosto z kutra pomknęliśmy w kierunku Helu. W Kuźnicy musieliśmy jednak zrobić sobie przerwę!
Morze (no dobra, zatoka), zachód słońca, gitara i zimny kufel jasnego pełnego. Tak to ja mogę żyć :)


Tak dobrze nam się siedziało, że gdy dojechaliśmy do Jastarni było już po 22.00. O dziwo z tego powodu mieliśmy spory problem ze znalezieniem pola namiotowego. Nikt nie chciał nas przyjąć, bo już późno, bo woda jest tylko do 22.30, bo zupa była za słona. Nie rozumiem ludzi – przecież od razu mówiliśmy, że my tylko na noc, że po 8.00 wyjeżdżamy. To tak jakbym znalazł 50 zł na ulicy i ich nie podniósł bo nie chce mi się schylać. Ostatecznie cofnęliśmy się przed Jastarnię i przenocowaliśmy na polu przy wlocie do miasta. Dobrze, że rozkładanie obozowiska mieliśmy przećwiczone bo było już kompletnie ciemno.


2011 Bike the Baltic, czyli Szlakiem latarni morskich
<--- Poprzedni dzień --- Kolejny dzień --->
Czwartek, 7 lipca 2011 Komentarze: 3
Dystans122.42 km
Teren70.00 km
Czas07:25
SprzętLawinka
Vśrednia16.51 km/h
Vmax49.68 km/h
Temp.20.0 °C
Więcej danych
2011 Bike the Baltic, czyli Szlakiem latarni morskich
Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty

Latarnia Morska Jarosławiec (7/15) - Jezierzany - Łącko - Korlino - Królewo - Zaleskie - Starkowo - Pęplino - Wodnica - Latarnia Morska Ustka (8/15) - Wytowno - Objazda - Dębina - Rowy - Latarnia Morska Czołpino (9/15) - Smołdziński Las - Łokciowe - Kluki - Lisia Góra - Izbica - Gać - Żarnowska - Łeba

Kolejny dzień naszej wyprawy zaczęliśmy, a jakże, od latarni morskiej w Jarosławcu. Nie spędziliśmy przy niej dużo czasu, gdyż mieliśmy na dzisiejszy dzień ambitne plany - dotrzeć do Łeby.


Po rozmowie w Informacji Turystycznej w Jarosławcu odpuściliśmy sobie jazdę przez poligon między Wickiem a Ustką. Ponoć nie da się tamtędy przejechać. Skoro tubylcy tak mówią to ok... Trzymaliśmy się więc R-10 prowadzącego głównie asfaltami przez niezwykle spokojne nadmorskie wioski.


Rejon ten nazywany jest Krainą w kratę, ze względu na dominujące budownictwo szkieletowe.


Szlak jest bardzo dobrze oznaczony. Poza jednym małym wyjątkiem – w Pęplinie nie widać skrętu w lewo, przez co nadrobiliśmy kilka kilometrów. Przed samą Ustką szlak zamienia się w kapitalny singiel wzdłuż rzeki Słupia. Baaardzo fajny odcinek :)


Wczorajsze przedzieranie się przez plażę okazało się mieć daleko idące skutki. W przednim kole Marianny zaczęło coś pukać, później przeskakiwać. W Ustce było już bardzo źle - postanowiliśmy rozkręcić piastę.


Piasek przedostał się przez uszczelnienie i nieźle pokiereszował bieżnie.


Nie byliśmy przygotowani na taką okoliczność – nie mieliśmy nawet grama stałego smaru.
Na pobliskich statkach też nikt nie potrafił nam pomóc.


W tym wszystkim piasta nie była jednak najgorsza. Mariusz miał duże problemy z chodzeniem – to efekt wczorajszego naciągnięcia Achillesa. Nie zastanawiając się długo zrezygnował z dalszej jazdy i wrócił pociągiem do Poznania. Dla niego Szlak latarni morskich zakończył się przy latarni w Ustce. Szkoda, ale dzisiaj wiemy, że była to dobra decyzja...


Już tylko we trójkę skierowaliśmy się Szlakiem zwiniętych torów do Rowów. Jadąc nim w okresie wakacyjnym, mniej więcej w połowie, nie możecie ominąć pewnej ważnej atrakcji – przepysznych czereśni!!! W Rowach zjedliśmy po gofrze (a może i dwóch – najlepsze gofry podczas całego wypadu!), Karol kupił upragnione banany i za całe 6 zł wjechaliśmy do Słowińskiego Parku Narodowego (nie możemy przeboleć, że musieliśmy za to płacić ;) Cisza, spokój, śpiew ptaków i urocze jeziora. No dobra... było warto :)


Między jeziorami Gardno i Łebsko znajduje się latarnia morska w Czołpinie. Jak dla nas bezapelacyjnie najładniejsza na polskim wybrzeżu. Szkoda tylko, że byliśmy tam dość późno i nie udało się na nią wejść... Spytacie, co nas w niej urzekło? Pomijam względy architektoniczne – stoi ona dumnie, samotnie na wysokim wzniesieniu. Być może dlatego, że byliśmy przy niej po godzinie 19.00 nie było nikogo w pobliżu. Można było poczuć tą magię, wyczuwało się, że mimo upływu lat cały czas pełni ona swoją rolę – pomaga odnaleźć się na bezmiarze wód Bałtyku. Niesamowite miejsce :)


Mając dość mierzej między jeziorami a morzem, Łebsko postanowiliśmy wziąć od strony lądu. Przez Łokciowe dojechaliśmy do Kluk, w których znajduje się skansen wsi słowińskiej.


Nie chcąc kręcić zbędnych kilometrów, do Izbicy pojechaliśmy krótszą drogą, omijając Główczyce. Czy był to dobry wybór – nie wiem do dzisiaj. Przedzieranie się przez bagna obok wielu niezaprzeczalnych plusów ma również parę wad... ;)


Dzień chylił się ku końcowi, a my nadal mieliśmy "parę" kilometrów do Łeby. Zaczęło robić się chłodno, jednak widoki rekompensowały wszystko!!!


Właśnie dla takich obrazków znosi się wszelkie trudy wyprawy :)


Mgła zaczęła robić się coraz większa. Pewne było, że to nie będzie sucha noc. Ale co to dla nas :) Do Łeby wjechaliśmy w momencie, gdy zaczęło się mocno ściemniać. Szybkie rozbicie namiotów, kąpiel i poszukiwania jedzenia. Pizzy już nigdzie nie szło zamówić – został jedynie kebab. Ale za to u bardzo sympatycznych ludzi :)



2011 Bike the Baltic, czyli Szlakiem latarni morskich
<--- Poprzedni dzień --- Kolejny dzień --->

PARĘ SŁÓW O MNIE

Cześć, jestem Dawid z miasta Wrocław!

Nikt pewnie nie uwierzy, ale jako dziecko nie chciałem jeździć na rowerze. Za to w 2009 roku wystartowałem w pierwszych zawodach. To wtedy zaczęła się moja przygoda z kolarstwem. Kiedyś nastawiony na wyniki, teraz częściej wybieram "kolarstwo romantyczne".

90053.68

KILOMETRÓW NA BLOGU

24039.00

KILOMETRÓW W TERENIE

22.30 km/h

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ

171d 19h 03m

CZAS NA ROWERZE

MOJE ROWERY

CHIŃCZYK

Spełnienie marzeń o karbonowym 29er. Początkowo miał to być niemiecki Canyon, ale z powodu wpadki przy jego zakupie, zdecydowałem się na chińczyka od Marka K. Podczas składania plan był prosty - budujemy rower do ścigania, ale nie bez kompromisów. Oprócz wagi liczyła się przede wszystkim trwałość, uniwersalność i wygoda. Tym sposobem minimalnie przekroczyliśmy 10 kg, ale wyszło super.

  • Karbonowa rama Flyxii FR-216
  • RockShox SID XX World Cup
  • Osprzęt XT M8000 (32T + 11-46T)
  • Koła DT 350 + DT XR331 + DT Champion
  • Opony Vittoria Barzo 2.25 + Mezcal 2.25

GRIZZLY

Zakup długo chodził mi po głowie, ale pojawiały się myśli, że te gravele to tylko chwilowa moda itp.... Po prawie 10 tys. kilometrów szutrów i tragicznych asfaltów mogę stwierdzić, że zamiana szosy na szutrówkę to był jednak strzał w dziesiątkę! Szybkość, wygoda i wolność. Gdybym miał mieć jeden rower, to na pewno byłby to gravel :)

  • Ameliniowa rama Canyon Grizl 6
  • Osprzęt GRX RX400 (40T + 11-38T)
  • Koła DT Swiss Gravel LN
  • Opony Tufo Thundero HD 40C

LAWINKA

Jesteśmy razem od lipca '07. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, trwa do dzisiaj :) Początkowo robiła za sprzęt do ścigania, teraz katuję ją na całorocznych dojazdach do pracy. Od kilku lat obwieszona błotnikowo-bagażnikowym szpejem.

  • Rama GT Avalanche 2.0
  • RockShox Reba SL
  • Napęd Deore XT M770
  • Hamulce Formula RX
  • Koła Deore XT

WILMA

Pierwsza szosówka, kupiona lekko używana. Po wielu latach na MTB pozwoliła poznać uroki jazdy na szosie. Mimo zastosowania karbonu, demonem wagi nie jest - w sumie około 9 kg. Po latach oddana w dobre ręce, by cieszyć kolejnego właściciela :)

  • Karbonowa rama Wilier Triestina Mortirolo
  • Osprzęt Campagnolo Veloce/Mirage
  • Koła DT R460