rowerowe historie

daVe
Wpisy archiwalne w kategorii

Na dziko

Dystans całkowity:229.88 km (w terenie 60.00 km; 26.10%)
Czas w ruchu:09:13
Średnia prędkość:24.94 km/h
Maksymalna prędkość:58.42 km/h
Suma podjazdów:716 m
Maks. tętno maksymalne:196 (96 %)
Maks. tętno średnie:183 (90 %)
Suma kalorii:4086 kcal
Liczba aktywności:3
Średnio na aktywność:76.63 km i 3h 04m
Więcej statystyk
Sobota, 13 września 2014 Komentarze: 3
Dystans116.96 km
Czas03:29
Podjazdy511 m
SprzętWilma
Vśrednia33.58 km/h
Vmax58.42 km/h
Tętnośr.155
Tętnomax188
Kalorie 2055 kcal
Temp.26.0 °C
Więcej danych
HZ: 8% | FZ: 70% | PZ: 22%
Karolin - Malta - Kobylnica - Pobiedziska - Dziekanowice - Komorowo - Sławno - Kiszkowo - Pomarzanki - Krześlice - Wronczyn - Tuczno - Wierzonka - Kobylnica - Malta - Karolin

Miałem nie startować z powodu zajętego weekendu. Gdy okazało się, że będę miał wolne, pakietów już nie było. A gdy wczoraj wieczorem się pojawiły to nie dość, że cena mnie nie zadowalała ;) to jeszcze byłem ujechany po  wycieczce z Bydgoszczy. Dlatego stwierdziłem, że jadę na dziko :)

Przygody zaczęły się jeszcze przed Maltą bo w Kozich ułamała mi się lewa manetka. Dobrze, że górek na trasie nie było, bo mógłby być problem wziąć wszystko z blatu... Wbiłem się mniej więcej w połowę sektora A, czyli nastawiłem się na szybką jazdę. Pierwsze kilometry to średnia koło 40. Mam nawet swoje pięć minut, gdy kasujemy małą ucieczkę. Idzie dobrze, aż nagle czuję luz na lewym pedale. Dwa obroty i pedał zostaje w bucie :) Na szczęście nie urwał się a odkręcił (nadal nie wiem, jak to możliwe...). Przez to spadam o dwie grupki, ale jak się później okazuje na metę i tak dojeżdżam w grupie, z której odpadłem.

O samej jeździe nie ma co pisać, poza tym, że było szybko i niebezpiecznie. W sumie w naszej grupie były cztery wypadki. Raz chyba z dziesięć osób, na szczęście z przodu grupy, więc miałem czas na reakcję. Później dwójka i na koniec dwa razy samotne upadki. Ten ostatni tuż przed metą ledwo ominąłem, bo musiałem ostro odbić w lewo i zetknąłem się z kolejną osobą... Na szczęście się utrzymaliśmy.

To był mój pierwszy "wyścig" na szosie. W sumie fajnie, organizacja spoko, ale to co robią ludzie trochę przeraża. Rozumiem, że się ścigamy, ale tyle upadków to trochę za dużo. To już bezpieczniej jest w lesie...

Co do teoretycznego wyniku to spoko. Dużo lepiej niż przewidywałem. Pulsometr pokazał czas 2:35:00, więc byłoby tak:
Czas: 2:35:00
Open: 78/1722
M2 szosa: 16/152
Strata: 0:12:10,70 (Łukasz Kisło)
DST: 100,00 km
AVG: 38,71 km/h (ostro!!!) (foto by: Sebastian Lagal)


Sylwia pokazała się z najlepszej strony bezproblemowo goląc mini :D
Open kobiet była 7/326 a w K25-29 DRUGA!!! na 65. Jest moc!!!


Gogglowców oczywiście sporo. Paru na podium, paru na asfalcie ;)


Niedziela, 7 września 2014 Komentarze: 3
Dystans46.93 km
Teren25.00 km
Czas02:32
Podjazdy205 m
Uczestnicy
SprzętLawinka
Vśrednia18.53 km/h
Vmax46.76 km/h
Temp.25.0 °C
Więcej danych
CADavg: 64 rpm | Malta - Zieliniec - Gruszczyn - Uzarzewo - Gruszczyn - Zieliniec - Malta - Karolin

Forma leży, więc dziś tylko w roli osobistego trenera. I w sumie bardzo mi się podobało. W końcu miałem okazję zobaczyć, co się dzieje na tyłach mini ;) 100% determinacji, jeszcze więcej uporu i tylko "trochę" mniej siły i wytrzymałości ;) Ale od początku, bo warto o tym opowiedzieć. Otóż jedziemy sobie z Sylwią wzdłuż sektorów, ja bez numerka oczywiście. I zaczepia mnie pan, koszula, spodnie na kant i te sprawy. No i pyta: "Pan też dzisiaj startuje?". - "Nie, dzisiaj nie jadę". - "SZKODA, TAK ŁADNIE I PROFESJONALNIE PAN WYGLĄDA". Po prostu padłem :)

Do ostro cisnącego sektora siódmego dołączyłem na Krańcowej. Warszawska to pełen ogień. Później trochę spokojniej, ale w sumie i tak szybko - myślałem, że będziemy jechać wolniej. Sylwii koła oczywiście nie dawałem, trzymałem się kilka-kilkanaście metrów przed nią. A cwaniaczków, którzy chcieli się uczepić mojego sprowadzałem na kałuże, piach i takie tam :) Frajda niesamowita ;) Zjazd do Cybinki oczywiście samym środkiem, chyba z 10 osób wyciąłem bo byłem jedynym zjeżdżającym z czego śmialiśmy się na dole z kobietami z Kaczmarek Electric nagrywającymi wszystko na wideło. Bo wogóle to zdjęć robili mi mnóstwo. W końcu jestem "ładny i profesjonalny" ;)

Wracając do maratonu - do Gruszczyna trochę zwolniliśmy bo zrobiło się tłoczniej. Najlepsza była jedna laska, która marudziła (po tym jak jedna osoba przyblokowała ją na podjeździe), że ona tu przyjechała jeździć a nie chodzić :) Będąc koło 340 miejsca open mini :D Końcówka poszła nazdwyczaj sprawnie. Sylwia miała jeszcze sporo sił, więc wycięła kilka osób. Ostatecznie na mecie zameldowała się na miejscu 348/457 open, 47/84 open k i 15/23 k2. Nie jest źle!

Jako, że wszystko działo się "u nas", wszędzie spotykaliśmy mnóstwo znajomych. Był zarówno dawno nie widziany na martonowych trasach jacgol, jak i martonowi bywalcy, czyli JPbikeZbychuMłodzikMaciej. No i oczywiście Asia z córkami dopingująca nas na trasie. Choć w sumie mnie nie dopingowała... bo mnie nie poznała - chyba będę bogaty! :)

Ładny, profesjonalny i uśmiechnięty! (foto by: Robin Dak)


Żeby nie było - zobaczcie, kto się wiózł na kole! (foto by: Kasia Rokosz)


Teamowe pogadanki (foto by: Robin Dak)



Sobota, 4 maja 2013 Komentarze: 0
Dystans65.99 km
Teren35.00 km
Czas03:12
SprzętLawinka
Vśrednia20.62 km/h
Vmax50.89 km/h
Tętnośr.183
Tętnomax196
Kalorie 2031 kcal
Temp.25.0 °C
Więcej danych
CADavg: 81 rpm | HZ: 0% | FZ: 0% | PZ: 100%

Maraton w zasadzie za płotem, więc nie było opcji, żebym się nie przejechał zobaczyć trasy. Wychodzę z domu ubrany na długo, ale wracam po krótką koszulkę - dobrze, że to zrobiłem, inaczej chyba bym się ugotował, tak dzisiaj piekło słoneczko :) Start oczywiście z sektora XI, czyli określenie "czarna du**" to za mało... Od samego początku daję ostro. Łapię co mocniejszych zawodników i ciśniemy do przodu. Tyle to ja się jeszcze nie nawyprzedzałem na maratonie. A jest kogo wyprzedzać, w sumie wystartowało 567 osób, wszyscy ruszali razem, ja na końcu...

Początek trasy to asfalt, więc nie ma problemu. Później wpadamy do lasu, w zasadzie nonstop krzyczę "lewa moja", "jadę środkiem" itp. Gdzieś na 10-15 km dochodzę Artura Kowala i razem ciśniemy między ludźmi. Brak słów, aby opisać, co tam się działo... :) Wszystko oczywiście bardzo kulturalnie ;) W trakcie całego maratonu wyprzedziło mnie nie więcej niż 5 osób. Nie zliczę natomiast, ilu my wycięliśmy.

Trasa łatwa - piach, las, trochę korzeni. Wszystko do zrobienia w siodle. Za to, co ludzie wyprawiali, to inna historia :D Dosłownie kładli się z rowerami, co większa górka to z buta. No i singiel nad Brdą. Tylko na nim straciliśmy pewnie kilka minut... Ale nie ma co narzekać, wiedziałem na co się piszę. Plus, że większość jak mogła to ustępowała drogi. Szkoda tylko, że przez jedną kładącą się przede mną kobietą musiałem ostro hamować i uderzyłem się w kolano. Ale do mety go nawet nie czułem, tak byliśmy nakręceni :)

Dobra zabawa kończy się przedwcześnie - pytam się jednego z "obstawiaczy trasy" ile jeszcze do końca a ten, że dwa kilometry. Na stronie było, że mega ma 54, wtedy miałem 45, więc śmieję się z niego, że mnie nie oszuka tak łatwo. I co?! Za zakrętem tabliczka "2 km". No nic, stajemy na pedały i cieszymy się chwilą. Na metę wjeżdżamy obok siebie, z góry założyliśmy, że nie będziemy między sobą rywalizować, bo zbyt dobrze nam się jechało. Dawno nie miałem takiej frajdy z wyprzedzania :D

Jeśli chodzi o wynik, to myślałem, że będzie lepiej ;) W końcu szliśmy, jak kuny :p No, ale straty podczas szarpanej jazdy z ciemnej du** są bardzo duże. Czas o 10 minut krótszy, co byłoby wg mnie realne startując ze swojego miejsca w stawce, dałby 50 miejsce open. A gdyby babcia miała wąsy... ;)

Czas: 1:57:36
MEGA Open: 114/237
MEGA M2: 23/37
Strata: 0:22:23 (Radek Tecław)
DST: 47,00 km
AVG: 23,98 km/h
Vmax: 50,89 km/h

To była piękna jazda na całego!!! (foto by: der blitz)

PARĘ SŁÓW O MNIE

Cześć, jestem Dawid z miasta Wrocław!

Nikt pewnie nie uwierzy, ale jako dziecko nie chciałem jeździć na rowerze. Za to w 2009 roku wystartowałem w pierwszych zawodach MTB. Wyszukuję nietypowe kategorie, w których walczę o zwycięstwo, jednak ostatnio częściej wybieram "kolarstwo romantyczne". Na co dzień lycrę zamieniam na wojskowy mundur.

85305.66

KILOMETRÓW NA BLOGU

22330.00

KILOMETRÓW W TERENIE

22.21 km/h

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ

163d 12h 06m

CZAS NA ROWERZE

MOJE ROWERY

CHIŃCZYK

Spełnienie marzeń o karbonowym 29er. Początkowo miał to być niemiecki Canyon, ale z powodu wpadki przy jego zakupie, zdecydowałem się na chińczyka od Marka K. Podczas składania plan był prosty - budujemy rower do ścigania, ale nie bez kompromisów. Oprócz wagi liczyła się przede wszystkim trwałość, uniwersalność i wygoda. Tym sposobem minimalnie przekroczyliśmy 10 kg, ale wyszło super.

  • Karbonowa rama Flyxii FR-216
  • RockShox SID XX World Cup
  • Osprzęt Deore XT M8000
  • Koła DT 350 + DT XR331 + DT Champion

GRIZZLY

Zakup długo chodził mi po głowie, ale pojawiały się myśli, że te gravele to tylko chwilowa moda itp.... Jeszcze zbyt wcześnie, aby wydawać ostateczny werdykt, ale wydaje mi się, że zamiana szosy na szutrówkę to był jednak strzał w dziesiątkę!

  • Ameliniowa rama Canyon Grizl 6
  • Osprzęt GRX RX400 (46/30 + 11/34)
  • Koła DT Swiss Gravel LN

LAWINKA

Jesteśmy razem od lipca '07. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, trwa do dzisiaj :) Początkowo robiła za sprzęt do ścigania, teraz katuję ją na całorocznych dojazdach do pracy. Od kilku lat obwieszona błotnikowo-bagażnikowym szpejem. Nawet dziecko w foteliku wozi!

  • Rama GT Avalanche 2.0
  • RockShox Reba SL
  • Napęd Deore XT M770
  • Hamulce Formula RX
  • Koła Deore XT

WILMA

Pierwsza szosówka, kupiona lekko używana. Po wielu latach na MTB pozwoliła poznać uroki jazdy na szosie. Mimo zastosowania karbonu, demonem wagi nie jest - w sumie około 9 kg. W sam raz na moją nadwagę ;) Po latach oddana w dobre ręce, by cieszyć kolejnego właściciela :)

  • Karbonowa rama Wilier Triestina Mortirolo
  • Osprzęt Campagnolo Veloce/Mirage
  • Koła DT R460