droga jest celem

Wpisy archiwalne w kategorii

Foto

Dystans całkowity:68161.22 km (w terenie 21863.00 km; 32.08%)
Czas w ruchu:3092:10
Średnia prędkość:22.15 km/h
Maksymalna prędkość:73.30 km/h
Suma podjazdów:321550 m
Maks. tętno maksymalne:210 (116 %)
Maks. tętno średnie:188 (102 %)
Suma kalorii:1498365 kcal
Liczba aktywności:1147
Średnio na aktywność:60.00 km i 2h 41m
Więcej statystyk
Niedziela, 2 października 2011 Komentarze: 3
Dystans123.03 km
Czas04:46
SprzętLawinka
Vśrednia25.81 km/h
Vmax47.25 km/h
Temp.17.0 °C
Więcej danych
Józefowo - Izbica Kujawska - Topólka - Samszyce - Płowce - Radziejów - Kruszwica - Inowrocław - Złotniki Kujawskie - Brzoza - Leśne

Paręnaście godzin u rodziny i trzeba wracać do Bydgoszczy. Dzisiaj jedzie się gorzej niż wczoraj. Wiatr bardzo słaby, ale prosto w twarz, więc od początku jadę wolniej. Sił też już pewnie trochę mniej... Za to okoliczności przyrody po prostu cudowne :)


Po drodze w zasadzie nic ciekawszego się nie działo. Radziejów - pierwszy postój na czekoladę i banana. W Kruszwicy to samo. Tam miły akcent z moich rodzinnych poznańskich Koziegłów :)


Wjeżdżając do Inowrocławia zaczynam słabnąć - ostatnie 50 km pewnie będę zamulał... Ale nie! :p Podjeżdża do mnie chłopak na szosówce z pytaniem dokąd jadę. Opowiadam co i jak i słyszę, że w sumie to podrzuci mnie do Bydgoszczy i wróci do Inowrocławia sam :) Razem przelecieliśmy przez Inowrocław (dosłownie! patrz na Vmax) i we dwójkę udaliśmy się w stronę "mojego" miasta. Trochę pogawędek, trochę jazdy na kole. Nawet nie zauważyłem kiedy byłem w domu. Mikołaj, dzięki i do zobaczenia następnym razem! :)
Sobota, 1 października 2011 Komentarze: 1
Dystans135.08 km
Teren1.00 km
Czas05:03
SprzętLawinka
Vśrednia26.75 km/h
Vmax42.79 km/h
Temp.24.0 °C
Więcej danych
Leśne - Brzoza - Złotniki Kujawskie - Inowrocław - Kruszwica - Radziejów - Płowce - Samszyce - Topólka - Izbica Kujawska - Józefowo - Skarbanowo - Józefowo

Rano zszedłem ze służby, pogoda zapowiadała się idealnie, dlatego szybki prysznic, śniadanie i zakładam sakwy na rower. Kierunek - jadę do babci (w sumie to do babć, bo do dwóch :) Słońce grzeje, wiatr w plecy, jest pięknie. Pierwszy postój pod Inowrocławiem, niestety wymuszony. Na wąskiej alei dębowej nie mogę ominąć szkła rozbitego na drodze bo ciągle coś mnie wyprzedza. Nieprzebijalne Fossy jednak da się przebić...


Nie ma się co dziwić, szkło miało około 1 cm i prawie całe było wbite w oponę. Pochwalić mogę sposób łatania. Po "holendersku" nawet nie zdjąłem koła :) Wywlokłem tylko dętkę, zapalniczka w rękę, podgrzewam, ściskam i gotowe :) Pracownik komisu, przy którym się rozstawiłem chciał mi pomóc, ale nie było to potrzebne. Dętki w tej technologii są chyba stworzone do szybkiego "łatania" :D


W Inowrocławiu pokręciłem się po rynku, ale nie było nic ciekawego do sfotografowania, wiece wyborcze mnie nie interesują... Dopiero pod mysią wieżą w Kruszwicy wyciągnąłem z sakwy aparat.


Pogadanka u zegarmistrza (licznik od jakiegoś czasu pokazywał LOW), kilka rozmów przez telefon i można jechać dalej, zostawiając za sobą Jezioro Gopło.


Do Radziejowa w zasadzie nie schodziłem poniżej 30 km/h. Dopiero za nim, czyli gdzieś na 90 kilometrze odcięło mi zasilanie i zacząłem zamulać. Ale najpierw Płowce. Tak, te Płowce pod którymi w 1331 roku pod wodzą Łokietka rozbiliśmy Krzyżaków :)


Odcinek do skrzyżowania na Osięciny wspominam najgorzej. Asfalt pełen uskoków, duży ruch, ciężarówki i wiatr przednio-boczny. Dobrze, że do celu zostało już tylko 25 km. W Topólce doładowałem baterie (sezamki, knoppers i pepsi :) i do rodzinki wjechałem "w świetnej formie" ;) Nie wiem tylko, dlaczego co niektórzy stwierdzili, że to nienormalne zostawić auto pod blokiem a przyjechać rowerem ;)
Sobota, 17 września 2011 Komentarze: 10
Dystans61.38 km
Teren55.00 km
Czas02:37
SprzętLawinka
Vśrednia23.46 km/h
Vmax48.10 km/h
Tętnośr.188
Tętnomax207
Kalorie 2453 kcal
Temp.17.0 °C
Więcej danych
HZ: 0% | FZ: 0% | PZ: 99% (to jest dopiero MOC!!! :D )

Pierwsze kilometry we wrześniu, ponieważ najpierw byłem w Tatrach, później na kilkudniowym wyjeździe służbowym, który skutecznie obniżył moją kondycję ;) Wczoraj rano kilkaset kilometrów za kółkiem, szalone popołudnie i wieczór, noc bez zmrużenia oka, szybki makaron, kolejne godziny w aucie... nie może być dobrze na zawodach... Nawet licznik pokazał na dzień dobry "LOW" - oj, zły znak ;) Blat mam tak zajechany, że muszę wrzucać go "ręcznie"... Założenia taktyczne są więc proste. Na początku na maksa do przodu i tak już do końca ;) I najważniejsze - nie zasnąć na trasie i nie rozbić się na drzewie :D Przez pierwsze kilometry wykorzystuję posiadanie blatu, asfalt pomaga. Do zjazdu w las wyprzedzam wieeeelu bikerów. W lesie podobnie, ale już wiem, że będą problemy - najbardziej lubianej koronki 15T nie da się używać, łańcuch skacze jak głupi, muszę non-stop przeskakiwać między 14T a 16T, a na nich też nie zawsze jest dobrze. Tym maratonem napęd wydał na siebie wyrok śmierci :] Wracając do jazdy - po 12 km wyprzedzania (no dobra, mnie też parę osób minęło, m.in JPbike) zostaję sam. I tak przez najbliższe 10 km. Trasa jak to w Wieleniu dziury, wertepy, wyboje, korzenie, (tutaj wstawić dowolny synonim). I do tego piach... Kawałek przed rozjazdem dochodzi mnie pociąg, m.in. z klosiem i josipem w składzie. Podczepiam się i razem dojeżdżamy do rozjazdu na GIGA. Wojtek pyta kto jedzie dłuższą pętlę. Decyduje się tylko on i klosiu :p Wraz z pozostałą częścią kilkuosobowej grupki skręcam w prawo. Następne 30 kilometrów to jazda w pociągu, mocne tempo, dochodzimy pojedyncze osoby, raczej nikt nie odpada. Szkoda tylko, że jajecznicy na bufetach nie dają bo robię się głodny, a żelu już nie mam... Jeszcze trochę i zaczynam puchnąć, na ostatnim szutrze przed kartofliskiem razem z p. Zbyszkiem Obiegałą odpadamy od peletonu, który zaczął się dość mocno rwać. Pan Zbyszek jednak odzyskuje siły i jeszcze próbuje dokleić. Chyba mu się udało. Odpadają dwie inne osoby, jedną udaje mi się wyprzedzić tuż przed kartofliskiem, które o dziwo w tym roku jakieś płaskie :) Wjazd na stadion, finisz na stojąco i wpadam na metę. Z czasem o 5 sekund gorszym niż przed dwoma laty. Biorąc pod uwagę zmęczenie, które kumulowało się u mnie przez ostatni tydzień, jestem zadowolony z wyniku :)

Czas: 02:26:14
Strata: 00:20:05 do Oskara Plucińskiego
Medyk Mega Open: 1 miejsce :)
Mega M2: 10/37
Mega Open: 34/189
Dystans: 59,37 km
AVS: 24,36 km/h

Na mecie to, co najbardziej lubię w Wieleniu, czyli rodzinna atmosfera. Jest Jan, duda, marc, JPbike, Rodman, Maks, josip, KeenJow, klosiu, jacgol, mlodzik, toadi69 i jeszcze pewnie klikoro, o których zapomniałem lub nie zauważyłem. Aaaa - no i oczywiście Katioszna! :p
Wielu z nas łapie się na pudło - całe szerokie podium GIGA, Mistrz oraz 3-cie miejsce wśród Medyków Mega Open, Mistrz Medyków Mini Open, 3-cie miejsce wśród lekarzy L2. Ładnie to wygląda :) Między innymi dlatego do Wielenia chce się wracać!

Poniżej krótkie fotostory, czyli udokumentowane parcie na metę :) (foto by: Ola Bońka)


Dopiero w lesie zaczyna się prawdziwe tasowanie stawki. (foto by: Ola Bońka)


Tradycyjnie już w kilku miejscach trzeba podejść. Jan jeszcze przede mną, ale za parę minut walnie piękne OTB i od tamtego czasu już mnie nie wyprzedzi. (foto by: Jolanta Kaczmarek)


Widzicie to?! Widzicie?! Ja cały czas jadę! (foto by: Ola Bońka)


Ostatni finisz, ostatkiem sił. (foto by: Jolanta Kaczmarek)


Lepszego towarzystwa nie mogłem sobie wymarzyć - Andrzej Kozłowski, przed dwoma laty trzeci, oraz Duda :) (foto by: marc)


I na zakończenie lekarska integracja :) (foto by: JPbike)
Niedziela, 28 sierpnia 2011 Komentarze: 5
Dystans62.40 km
Teren13.00 km
Czas02:25
Podjazdy326 m
SprzętLawinka
Vśrednia25.82 km/h
Vmax45.62 km/h
Tętnośr.166
Tętnomax192
Kalorie 2026 kcal
Temp.16.0 °C
Więcej danych
HZ: 5% | FZ: 24% | PZ: 71%

Leśne - Piaski - Smukała - Bożenkowo - Samociążek - Koronowo - Stronno - Pyszczyn - Nekla - Żołędowo - Niemcz - Myślęcinek - Leśne

Dzisiaj dużo ostrzej niż ostatnio. Najpierw tradycyjnie już polatałem trochę po górkach w Myślęcinku. Zaczynam się siebie powoli bać bo pozwalam sobie na coraz więcej... ;) No i pozwoliłem sobie na niebieskim pieszym wzdłuż Brdy... Zapierdzielam między krzaczorami, pokrzywami itp. Głowa wysoko, w zasadzie skupiam się tylko na tym, aby ominąć jak najwięcej pokrzyw. Nawet nie wiem kiedy w nich wylądowałem :) Rower po prawej, ja po lewej. Jak się okazało "zatrzymałem" się na pieńku, którego nie zauważyłem z w/w powodu.


Ehhhh... co to był za lot... Małysz by się nie powstydził :D
Rower cały, ja poparzony, nadgarstek skręcony w kwietniu znowu pobolewa, kolano obite, ale jadę dalej. Staram się jechać jak najwięcej asfaltami. Za późno wyszedłem z domu i zaczyna robić się szaro. Trzeba przyspieszyć, więc przez najbliższych kilkadziesiąt kilometrów w power zone - jest moc!!! :D

Niedziela, 21 sierpnia 2011 Komentarze: 7
Dystans36.42 km
Teren15.00 km
Czas01:26
Podjazdy200 m
SprzętLawinka
Vśrednia25.41 km/h
Vmax69.35 km/h
Tętnośr.155
Tętnomax196
Kalorie 1104 kcal
Temp.18.6 °C
Więcej danych
HZ: 12% | FZ: 57% | PZ: 30%

Leśne - Jarużyn - Strzelce Górne - Strzelce Dolne - Jarużyn - Myślęcinek - Leśne

Jakoś tak szybko mi popołudnie zleciało, a chwilowo nie mam ładowarki do miotacza fotonów, więc wymyśliłem trasę na szybko, tak żeby zdążyć przed zachodem słońca. Cel: pobijamy rekord prędkości. Ale najpierw 19 kkm na GieTeku. Dużo już z niego oryginalnych części nie zostało... Mimo to zdjęcie urodzinowe musi być :) Ciekawie się złożyło, bo równe 19 kkm wybiło mi przy osiedlu, na którym przez miesiąc mieszkałem. Taka "klamra czasowa" ;)


Wiem, że lubicie zdjęcia, więc wrzucę coś jeszcze. Z lasu (żeby nie było, że tylko po asfaltach jeżdżę :p )


Co do rekordu prędkości - tegoroczny pobiłem, życiowego nie, choć niewiele mi brakło.
Następnym razem pompuję opony, blokuję amortyzator i golę nogi :p

Niedziela, 14 sierpnia 2011 Komentarze: 1
Dystans42.49 km
Teren35.00 km
Czas02:13
Podjazdy341 m
SprzętLawinka
Vśrednia19.17 km/h
Vmax50.88 km/h
Temp.21.8 °C
Więcej danych
Stęszew - Dębno - Trzebaw - J. Dymaczewskie - Osowa Góra - Glinniki - J. Góreckie - Jarosławiec - Rosnówko - Walerianowo - Dębno - Stęszew

Wycieczka sentymentalna. Tak jak kiedyś, z Tomkiem i Dudą. Trochę inaczej niż zawsze, bo do Stęszewa dojechaliśmy autem (starość nie radość ;) Działo się sporo, dużo ścigania, szarpania i ostrych zjazdów :) Najweselej na Glinnikach jak wylądowaliśmy z Tomkiem w błocie :D Będzie co opowiadać! :)



No i w końcu wiem, gdzie byłem :)
Wtorek, 9 sierpnia 2011 Komentarze: 4
Dystans126.82 km
Teren25.00 km
Czas05:40
SprzętLawinka
Vśrednia22.38 km/h
Vmax48.55 km/h
Tętnośr.141
Tętnomax187
Kalorie 4108 kcal
Temp.21.0 °C
Więcej danych
HZ: 38% | FZ: 46% | PZ: 11%

Leśne - Fordon - Ostromecko - Dąbrowa Chełmińska - Unisław - Bruki Unisławskie - Bruki Kokocka - Płutowo - Starogród - Chełmno - Głogówko Królewskie - Świecie - Głogówko Królewskie - Niedźwiedź - Kosowo - Gruczno - Topolno - Suponin - Włóki - Hutna Wieś - Strzelce Górne - Jarużyn - Zamczysko - Myślęcinek - Leśne

O 8.00 zszedłem ze służby. Wróciłem do domu, pozamulałem trochę przed komputerem i stwierdziłem, że trzeba dzisiaj zrobić coś ciekawego. Aparat, mapa i portfel do plecaka. Na siebie rowerowe ciuszki i heja! Pytanie tylko dokąd by pojechać. Wiatr południowo-zachodni, silny. Biorąc to pod uwagę wybrałem Chełmno, najwyżej wrócę pociągiem, jak mi się nie będzie chciało dymać pod wiatr w drodze powrotnej. Początek drogi znam, Fordon, most, Ostromecko. Ale zaraz. Po drodze coś się jednak zmieniło.


Ktoś ma jakiś dobry przepis na kukurydzę z wody?


Pani z dzieckiem się nie zawahała, więc nie miałem wyjścia. Wody było akurat tyle, żeby zmoczyć buty :D


Jechało się dobrze, wiatr w plecy, >30 km/h na liczniku, ruch znośny. I tylko znajomość okolicy coraz mniejsza.
Coraz więcej czasu tracę na spoglądanie na mapę i liczenie zakrętów ;)


Za Starogrodem decyduję się na jazdę żółtym pieszym przez Górę św. Wawrzyńca. Warto było popchać rower po okolicznych, miejscami bardzo stromych wzniesieniach! Widok na dolinę Wisły jest stamtąd rewelacyjny. Nic tylko kupować działkę i się budować :)


W HDR wygląda to jeszcze lepiej :)


Mimo mało optymistycznych prognoz pogoda, jak na razie, dopisywała. Słońce, ciepło - ok. 21-22 st.C.


Tuż przed Chełmnem jedzie się leśnym wąwozem. Mega! Samo miasto też nie gorsze - mury są zachowane w bardzo dobrym stanie. Ludzie również sympatyczni :)


Początkowo myślałem, że zjem coś w Chełmnie, ale stwierdziłem, że do Świecia wytrzymam. Tam pokręciłem się po centrum. Nic dobrego nie znalazłem i skończyło się na kebabie na rynku. Siedział mi w żołądku już do końca wyjazdu :/
Świecie jest chyba najbardziej znane z Zamku Krzyżackiego (no może z papierni bardziej ;)
Do środka nie wchodziłem, ale pieczątkę mam!


W Świeciu stwierdziłem, że jednak nie wracam pociągiem. Wrócę rowerem. Krajową "piątkę" od razu odpuściłem. Jechałem przez jakieś wioski. Mniejsze i większe. Miejscami na czuja. Na mapie nie wszystkie polne drogi są zaznaczone, GPS tym bardziej nic nie pokazywał. Z pomocą przyszedł wiatr - wystarczyło jechać tak, żeby wiał prosto w twarz :D Średnia prędkość drastycznie zaczęła spadać a na niebie pojawiły się chmury. W Strzelcach Górnych zaczęło padać. Niby nie mocno, ale zacinało tak, że aż mnie bolało (do tego temperatura momentalnie spadła do 12 st.C). Czekając na poprawę pogody na przystanku w Jarużynie zrobiłem przerwę.


Nie wiem, czy to sprawa cukru, czy alkoholu w "Pawełkach" ;) ale dostałem po nich niezłego kopa.
Gdzieś daleko zza chmur wyszło słońce - znowu chce się jechać!


W sumie planowałem na dzisiaj około 60-70 km. Wyszło "trochę" więcej. To był bardzo sympatyczny dzień! Oby więcej takich :)
Wtorek, 2 sierpnia 2011 Komentarze: 1
Dystans66.07 km
Teren35.00 km
Czas02:55
Podjazdy215 m
SprzętLawinka
Vśrednia22.65 km/h
Vmax37.80 km/h
Tętnośr.150
Tętnomax183
Kalorie 1990 kcal
Temp.22.2 °C
Więcej danych
HZ: 24% | FZ: 51% | PZ: 24%

Leśne - Śródmieście - Szwederowo - Górzyskowo - Trzciniec - Piecki - Łażyn - Rudy - Solec Kujawski - Otorowo - Stomil - Leśne

Poznawania okolicy ciąg dalszy. Tym razem kierunek południowy, czyli Puszcza Bydgoska. Bory sosnowe porastające wydmy śródlądowe, tak w skrócie można opisać krajobraz puszczy. Jest tu mnóstwo ścieżek, przecinek, więc jest gdzie jeździć. Zróżnicowanie terenu spore, co chwila góra-dół, czyli zabawa gwarantowana. Niestety miejscami dużo piachu. Na tym terenie, zwłaszcza w roku 1939, hitlerowcy zamordowali wielu Polaków, o czym przypominają liczne mogiły i pomniki. Obszar puszczy jest w zasadzie bezludny (nie licząc Jeziora Jezuickiego) więc idealnie nadaje się na odpoczynek/trening :)
Z Puszczy wyjechałem w Solcu. Szybka fotka nad Wisłą (wysoki poziom wody) i powrót asfaltem do Brzydgoszczy.


Pod blokiem miła niespodzianka - nie tylko ja mam fioła na punkcie rowerów, spotkałem jednego pro wychodzącego z mojej klatki :)

Wtorek, 26 lipca 2011 Komentarze: 2
Dystans78.92 km
Teren25.00 km
Czas03:20
Podjazdy332 m
SprzętLawinka
Vśrednia23.68 km/h
Vmax56.52 km/h
Tętnośr.154
Tętnomax194
Kalorie 2556 kcal
Temp.20.4 °C
Więcej danych
HZ: 14% | FZ: 52% | PZ: 33%

Leśne - Myślęcinek - Rynkowo - Smukała - Samociążek - Koronowo - Stronno - Dobrcz - Włóki - Trzęsacz - Strzelce Dolne - Fordon - Leśne

Pogoda prawie, że idealna, niestety w lasach mokro. Mimo to wybrałem się na spokojną przejażdżkę do Koronowa.
Oddawałem dzisiaj krew, więc nie planowałem szaleć. Jak wyszło? Jak zawsze! ;)

Zacząłem od krótkiej sesji fotograficznej. Po ostatnim update'cie Lawinki nie aktualizowałem zdjęć. Oto coś nowego, z rowerem w roli głównej. Tak, wiem, muszę przewody hamulcowe skrócić ;)


Okolica bardzo ładna, głód rowerowania ogromny, więc zamiast szukać oznaczeń gapiłem się na ptaki itp. i od razu zgubiłem szlak. Jak się później okazało, nie ostatni. Wyznając zasadę, że nie wolno się cofać, zawsze udawało mi się znaleźć właściwą drogę. Fuksiarz... :) Najlepszy odcinek to niebieski wzdłuż Brdy. Momentami czułem się jak w górach!


Momentami jak nad jeziorem. W sumie - to jest jezioro :)


Wyszedł mi bardzo ciekawy trening. Poszalałem po lasach, porozmawiałem z tubylcami (koleś na ostrym w Koronowie i pijaczki w Dobrczu), pobłądziłem, pojeździłem po górach (Trzęsacz!!!) Czego więcej chcieć od życia? :)



PS Jednak gpsies.com - mniej zbajerowane od sports-tracker.com a więcej opcji, m.in. suma przewyższeń, możliwość edycji trasy i dostęp do OpenStreetMap.
Niedziela, 10 lipca 2011 Komentarze: 9
Dystans90.49 km
Teren3.00 km
Czas05:23
SprzętLawinka
Vśrednia16.81 km/h
Vmax37.26 km/h
Temp.28.0 °C
Więcej danych
2011 Bike the Baltic, czyli Szlakiem latarni morskich
Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty

Latarnia Morska Jastarnia (12/15) - Jurata - Latarnia Morska Hel (13/15) - Gdańsk - Latarnia Morska Gdańsk Nowy Port (14/15) - Przejazdowo - Wiślinka - Sobieszewo - Wiślinka - PKP Gdańsk Główny - PKP Gdynia Główna - (333 km) - PKP Poznań Główny – Dom

Jastarnia nas trochę rozczarowała. Z jednej strony problemy z noclegiem. Z drugiej najmniej okazała latarnia morska ze wszystkich. Nie zagościliśmy tam więc zbyt długo – już przed 9.00 rano byliśmy w drodze na Hel.


Nawet burżujska Jurata jest dużo ładniejsza.


To co się działo w Helu to istne szaleństwo. Najpierw straciliśmy chyba z pół godziny pod sklepem. Szybko do portu po bilety – zostało nam około 15 minut do odpłynięcia. A przecież jeszcze przy latarni morskiej nie byliśmy!!! Koniec końców udało się wyrobić na czas, ale niestety nie znaleźliśmy chwili na wejście na górę. A szkoda...


Początkowo przy wejściu na prom kazano nam ściągać sakwy, ale przy naszej pomocy obyło się bez tego.
I dobrze, bo sakwy Karola i Michała należą do tych „nieściągalnych” ;)


Wpłynęliśmy na szeroki przestwór oceanu...


Bezpieczeństwo to podstawa!


Dwie godziny na promie dały nam tak upragnione chwile odpoczynku i słońca. Wykorzystaliśmy je najlepiej jak się dało.
Ja oczywiście nie zapomniałem o pstrykaniu zdjęć :)


W Gdańsku popełniliśmy małe faux pas. Zamieszaliśmy z latarniami. W dużej mierze to moja wina, gdyż pogubiłem się w tym, która jest która... Do tego załoga promu oraz panie w IT wprowadzili nas w błąd. Do rzeczy – my pojechaliśmy do latarni morskiej w Nowym Porcie. Patrząc na to od strony historycznej to słusznie. Jednak dzisiaj to światło nie jest już czynne. Znajduje się tam tylko muzeum latarnictwa.


Właściwą latarnią jest ta w Porcie Północnym znajdująca się na wieży Kapitanatu Portu (widoczna w centrum kadru).
Do niej niestety nie dotarliśmy.


Do tej pory z Helu zawsze pływałem do Gdyni. Tym razem zdecydowaliśmy się na Gdańsk. I słusznie – przepływa się wtedy przez kanały Stoczni Gdańskiej. Nigdy nie widziałem jej od tej strony :)


Plusem takiego rozwiązania jest również to, że „ląduje się” w samym centrum miasta.


Tego pana nie muszę Wam przedstawiać ;)


Przedzierając się przez niezbyt ciekawe, stoczniowe okolice dojechaliśmy do latarni, o której wyżej pisałem – nieczynnej, w Nowym Porcie. Była ona pierwszym świadkiem wydarzeń z 1 września 1939 roku. Z jednego z jej okien padł pierwszy strzał II wojny światowej. Był to sygnał dla załogi okrętu Schleswig-Holstein do rozpoczęcia ostrzału Westerplatte. Nasi żołnierze nie pozostali dłużni i już drugim strzałem trafili w latarnię. Miejsce trafienia cały czas jest widoczne.


Gdańsk bardzo nas zmęczył. Przytłoczył. Do tej pory jak ognia unikaliśmy asfaltów, teraz musieliśmy jechać krajową „siódemką”. Droga nr 501 wcale nie była lepsza. Płasko, samochody, wmordewind. A przed nami jeszcze wiele kilometrów do Krynicy i brak perspektyw na ciekawszy powrót do Trójmiasta. W pewnym momencie powiedzieliśmy sobie dość. Było to tuż przed Sobieszewem.


Trudno było podjąć tą decyzję, ale postanowiliśmy nie kontynuować dalszej jazdy. Nie traktujemy tego jak przegranej. Ot, zmieniliśmy wstępne założenia – do Rosji nie dojedziemy, ostatniej, 15-tej latarni nie odwiedzimy. Nic strasznego... trzeba sobie zostawić jakieś cele na pozostałe lata życia :) Po raz ostatni pojechaliśmy na plażę, ochłodziliśmy się w wodach Zatoki Gdańskiej, zrobiliśmy pamiątkowe foto i...


(...) i wróciliśmy do zatłoczonego Gdańska.


Nie żeby nam się nie podobał. Przeciwnie. Tylko, że nie takie były założenia wyprawy. Chcieliśmy morza, spokoju. Odpoczynku od asfaltu, betonu, zgiełku. To dlatego najlepiej czuliśmy się w lasach, na wydmach, a nie w tych wszystkich (notabene identycznych) „nadmorskich kurortach”.


Nie żałowaliśmy, że nie dojechaliśmy do Krynicy, do Piasków. Cieszyliśmy się z niesamowitej przygody, jaką udało się przeżyć.
Z tych wszystkich pięknych miejsc, do których nigdy byśmy nie dotarli, gdyby nie rower. Zdecydowanie były to jedne z najlepszych wakacji w życiu! Będziemy mieli co wnukom opowiadać :) Także podróż pociągiem :D Bojąc się tłoku postanowiliśmy, że wsiądziemy w Gdyni Głównej, więc podjechaliśmy tam SKM-ką. Szybki chińczyk, wizyta na skwerze, ostatnie zdjęcia i można się zwijać do Poznania. W przedziale trafiliśmy na dwóch nowopoznanych kolegów wracających z wyprawy do Norwegii. Wspólnie upchaliśmy rowery, nawet kierownik pociągu okazał się być bardzo pomocny (m.in. zamknął jedne drzwi, przy drugich wyłączył automat do ich otwierania). Ale to nie jego będziemy wspominać, tylko kobietę, która wsiadła bodajże w Gdańsku... Najpierw za nic nie chciała sobie pomóc, później nawet nas nie słuchała. Na koniec się obraziła i sfochowana, że tacy młodzi mężczyźni nie pomagają kobiecie, zrobiła to, co proponowaliśmy jej na samym początku :) Ubaw mieliśmy z tego nieziemski – bo z nas taka kulturalna młodzież przecież :)



2011 Bike the Baltic, czyli Szlakiem latarni morskich
<--- Poprzedni dzień

PARĘ SŁÓW O MNIE

Cześć, jestem Dawid z miasta Wrocław!

Nikt pewnie nie uwierzy, ale jako dziecko nie chciałem jeździć na rowerze. Za to w 2009 roku wystartowałem w pierwszych zawodach. To wtedy zaczęła się moja przygoda z kolarstwem. Kiedyś nastawiony na wyniki, teraz częściej wybieram "kolarstwo romantyczne".

110971.48

KILOMETRÓW NA BLOGU

29055.00

KILOMETRÓW W TERENIE

22.34 km/h

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ

210d 11h 50m

CZAS NA ROWERZE

MOJE ROWERY

GREY

Nowy stary Grizl po wymianie gwarancyjnej. Przy okazji wjechał napęd na bateryjki.

  • Canyon Grizl AL
  • Osprzęt Sram Rival XPLR (42T + 10-44T)
  • Koła BW SuperLite 40
  • Opony Hutchinson Caracal Race 45

CHIŃCZYK

Spełnienie marzeń o karbonowym 29er. Początkowo miał to być niemiecki Canyon, ale z powodu wpadki przy jego zakupie, zdecydowałem się na chińczyka od Konwy. Podczas składania plan był prosty - budujemy rower do ścigania, ale nie bez kompromisów. Oprócz wagi liczyła się przede wszystkim trwałość, uniwersalność i wygoda. Tym sposobem minimalnie przekroczyliśmy 10 kg, ale wyszło super.

  • Flyxii FR-216
  • RockShox SID XX World Cup
  • Osprzęt XT M8000 (34T + 11-46T)
  • Koła DT 350 + DT XR331 + DT Champion
  • Opony Vittoria Barzo 2.25 + Mezcal 2.25

FURIOUS

Wół roboczy złożony z części, które zostały po połamanym Grizzlu.

  • Accent Furious Pro
  • Osprzęt GRX RX400 (38T + 11-34T)
  • Koła DT Swiss Gravel LN
  • Opony CST Overton 40C

GRIZZLY

Zakup długo chodził mi po głowie, ale pojawiały się myśli, że te gravele to tylko chwilowa moda. Po wielu tysiącach kilometrów szutrów i asfaltów stwierdzam, że zamiana szosy na gravela to był strzał w dziesiątkę! Szybkość, wygoda i wolność. Gdybym miał mieć jeden rower, to na pewno byłby to gravel :) Rama pękła po 20.000 km. Bez zająknięcia została wymieniona na nową w ramach gwarancji, więc plus dla Canyona.

  • Canyon Grizl Al
  • Osprzęt GRX RX400 (40T + 11-38T)
  • Koła BW SuperLite 40
  • Opony Tufo Thundero HD 40C

WILMA

Pierwsza szosa, kupiona lekko używana. Mimo zastosowania karbonu, demonem wagi nie była - w sumie około 9 kg. Po latach oddana w dobre ręce, by cieszyć kolejnego właściciela :)

  • Wilier Triestina Mortirolo
  • Osprzęt Campagnolo Veloce/Mirage
  • Koła DT R460

LAWINKA

Byliśmy razem od lipca '07. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, która zaraziła mnie pasją do kolarstwa :) Początkowo robiła za sprzęt do ścigania, później katowałem ją na całorocznych dojazdach do pracy. Niestety, pękła w okolicach suportu po ponad 60.000 km, więc trzeba było ją czymś zastąpić...

  • Rama GT Avalanche 2.0
  • RockShox Reba SL
  • Napęd Deore XT M770
  • Hamulce Formula RX
  • Koła Deore XT