To była jedna z dłuższych przerw od dwóch kółek ever. Imprezy rodzinne i wyjazdy służbowe pochłonęły mnie na ponad miesiąc. Ale wcale nie żałuję - m.in. udało mi się przeżyć świetną 2,5-tygodniową przygodę pod banderą Marynarki Wojennej! :) A że jazdy na rowerze się nie zapomina teraz wystarczyć tylko trochę pokręcić i forma sama wróci :p Aż do następnego wyjazdu... ;)
Na mieście zaliczyłem snejka na krawężniku, to był typowy "niedolot" z mojej strony. Wstyd. Przez to wszystko na wypad z Bydzią się nie wyrobiłem. W sumie to się nawet nie spieszyłem, żeby się wyrobić - wolałem pojechać godzinę później, żeby było chłodniej. Nad trasą się nie zastanawiałem i wybrałem wtorkowy standard, czyli Samociążek, gdzie znajduje się 26 MW elektrownia wodna. O dziwo w lasach temperatura znośna, nawet fajnie się jechało.
"Elektrownia Koronowo do swojej pracy wykorzystuje Zbiornik Koronowski o powierzchni około 1.600 ha. Zbiornik powstał przez spiętrzenie Brdy o 20 m zaporą ziemną w Pieczyskach wyposażoną w upusty denne. Woda ze zbiornika do elektrowni doprowadzana jest derywacją utworzoną poprzez wykonanie pomiędzy naturalnymi jeziorami przekopów, a następnie przez jaz wlotowy nad Jeziorem Białym i kanałem roboczym o długości 1.350 m do zamka wodnego (dzięki derywacji, w elektrowni uzyskano zwiększenie spadu o 6 m od piętrzenia na zaporze, czyli do 26 m). Dalej woda przez rurociągi stalowe o średnicy 4,8 m doprowadzana jest do turbin. W budynku elektrowni zabudowane są dwa pionowe hydrozespoły z turbinami Kaplana umieszczonymi w spiralnych komorach. Turbiny sprzężone są z generatorami synchronicznymi o mocy 15,5 MVA pracującymi na napięciu 10,5 kV. Elektrownia współpracuje z siecią 110 kV. Dolną wodą elektrowni jest zbiornik Tryszczyn."
DST: 8.88 km (3.00), TM: 00:27 h, Vavg: 19.73 km/h, Vmax: 28.00 km/h Leśne - Myślęcinek - Leśne
Historii tego roweru i tak byście nie zrozumieli ;) Powiem tylko tyle, że muszę wyskoczyć nim parę razy do lasu, żeby wyglądał na starszy niż jest w rzeczywistości... :)
HZ: 48% | FZ: 30% | PZ: 13%
CADavg: 74 rpm | Wawrzyniaka - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Więckowice - Zborowo - Żarnowiec - Tomice - Wielka Wieś - Dębno - Rosnówko - J. Jarosławieckie - J. Góreckie - Pożegowo - Puszczykówko - Puszczykowo - Luboń - Dębina - Stary Rynek - Cytadela - Wawrzyniaka
Kolejny niedzielny poranek zarwany... Kto to widział, żeby wychodzić na rower o 8.00... (tydzień temu byłem jeszcze lepszy, bo wychodziłem przed 7.00). Umówiliśmy się z Dudą i Piotrem-Arturem w Więckowicach, skąd udaliśmy się pierścieniem w kierunku parku. Było źródełko, pogaduchy i ogólnie bardzo towarzyska atmosfera. Kąpiel w Jarosławieckim też była. No i sporo parkowych ścieżek. Wstyd się przyznać, ale na wieży na Osowej byłem pierwszy raz. Punktem kulminacyjnym wycieczki była jednak nie wieża widokowa a... lody w Puszczykówku :) Stamtąd udaliśmy się do domów, ja do końca nadwarciańskim, a chłopaki przed Luboniem odbili na Wiry. Podczas samotnego powrotu prawie zaliczyłem ostrego dzwona - na nadwarciańskim na jednym z zakrętów z przeciwka wyjechał koksik bez koszulki. Oboje ładnie uciekliśmy na boki, ale on trafił na pieniek w trawie i mu się rower zatrzymał w miejscu ;) Lecąc przez kierę jego tylne koło uderzyło mnie od boku. Na szczęście udało się opanować sytuację i ostatecznie w dobrych humorach pojechaliśmy każdy w swoją stronę. Wycieczka mega fajna nam wyszła, czułem się jak na urlopie :)
Najpierw samemu w południe. Lampa konkretna, więc chowałem się po drogbasowych krzaczorach. Na wieczór z Sylwią świętowaliśmy rocznicę zaręczyn, również sporo zjeżdżając "w bok" ;) W ramach ciekawostek technicznych prezentuję Wam kółeczko X9 po 10 kkm. Uczciwie zasłużyło na wymianę...
Po wczorajszym maratonie przyszedł czas na regenerację. Pobudka o 6.00 (kto to widział... w niedzielę...) pozbieranie drobiazgów na drogę, owsianka i jazda na Poznań. Zaczynam na długo, trochę chłodno, ale słońce coraz wyżej, więc będzie ok. Wiatr w większości pomaga, tylko miejscami delikatnie przeszkadzał. Pierwszy postój dopiero w Janowcu, czyli po 70 km. Następny (na długość telefonu) w Dąbrówce, czyli po 100 km (do tej pory avg=31,65 km/h). Chwilę po nim następuje odcięcie, ostatnie gramy owsianki spaliłem na podjeździe w Głębocku ;) stąd też nieplanowany postój w Murowanej, gdzie pooglądałem Puchar Polski Weteranów w Półmaratonie. Odcinek przez poligon najgorszy pod względem wiatru. Za to od Złotnik czterdziestka nie schodzi z licznika :) U Sylwi melduję się po 5 godzinach od wyjścia z domu. Nie jest źle! :)
CADavg: 82 rpm | Leśne - Rybi Rynek - Balice - ZAWODY - Balice - Rybi Rynek - Leśne
Jest progres, zdecydowanie. W porównaniu z ubiegłym rokiem byłem lepszy o 14 minut! Ale po kolei... Zaczynamy na Rybim Rynku rundą honorową do miejsca startu ostrego. Staram się trzymać z przodu, nie jest to 1-2 linia, ale jest nadzieja na dobre tempo od samego początku. Co ważne odnotowania, czas jest liczony netto, więc w sumie nie wiadomo, którym się wjedzie na metę - ścigamy się z zegarem.
Od początku poszedłem ostro, było wąsko, więc trochę nerwowo. Na jednym prawym zakręcie lecę wewnętrzną, kolega na środku mnie nie widzi i zaczepia się o mój pedał, on ląduje na glebie, ja na szczęście jadę dalej. Wyprzedzam ile się da, każdy wie, że początek często decyduje o losach wyścigu. Dochodzę Przema (ściga się na szosie, to jego pierwszy start MTB - generalnie ma silniejszą nogę, więc podczas Metropolii chcę zobaczyć ile daje rower i technika ;) Stromy piaszczysty zjazd, większość omija go ścieżką w lesie, my lecimy środkiem i ich wycinamy. Za chwilę powtórka, tym razem przednie koło zaczyna ostro myszkować w piachu i walę klasyczne OTB. Szybko się zbieram, ale trzy oczka przepadły... No trudno, trzeba się uspokoić i jechać bardziej rozważnie.
Jest piąty kilometr. I co? Zaczynam być głodny :p Pewnie co niektórzy się podśmiewali, że parę minut po starcie wcinam żela, ale teraz już wiem, że mnie to uratowało. Później łapię jeszcze co nieco na bufetach i jest w miarę dobrze. Trasa identyczna jak rok temu, czyli interwały, o takie: /\_/\_/\_/\_/\. Ale to dobrze, noga dobrze kręci pod górę, w dół też oczywiście dokręcam i udaje mi się zgubić dużą grupę. Gdzieś od 14 km jadę sam, dosłownie. Z przodu pustka, za mną w oddali ktoś się pojawia, ale jestem niezagrożony. Po prostu jadę swoje.
Tak jest przez 10 kilometrów. Trasa się wypłaszcza i moja przewaga nad grupką za mną maleje. Ostatecznie koło 25 km mnie dochodzą, ale nadal staram się być na 2-4 pozycji. Przez parę kilometrów jedziemy razem, tempo jest w sam raz. Zmian nie daję - już się wystarczająco dużo sam najechałem :p
Po pewnym czasie znowu zaczynają się pagórki, dobrze dla mnie bo nasza, pewnie z 10-osobowa, grupa zaczyna się rwać. Ściany są takie, że jedyne co człowiekowi przychodzi do głowy na ich widok to - o kur**. Wszystko jadę w siodle, pamiętam, że w ubiegłym roku wpychałem rower :) Z całej grupy zostały dwie osoby przede mną i "kolorowy" za mną. Powoli zbliżamy się do miejsca, gdzie łączymy się z mini. Różnica prędkości jest ogromna :) Kręcę mocno, ale bardzo mądrze. Chwila i jestem drugi z grupy. Mija kilka kilometrów i jestem pierwszy. Udało się nawet łyknąć jakiegoś zgona z czuba.
Czuję, że jadę po dobry wynik. Ostatni sztywny podjazd niestety butuję bo mi z przodu na młynek nie spadło. Na szczęście mogę sobie na to pozwolić - miejsca nikt mi już nie odbierze, jedyny który miał jeszcze szanse chwilę wcześniej walnął OTB na łacie piachu (już na mecie mówił, że jeszcze kilka dni temu jej tam nie było ;) Właśnie ten kolega pareset metrów wcześniej motywował mnie do ciśnięcia, żebyśmy się wyrobili poniżej dwóch godzin. O dziwo udało się! Jest moc!
Na Rybim Rynku dowiaduję się, że jestem 6 w M2. Dekorują pięciu, no trudno - było blisko. Może następnym razem... Ze ścigu jestem mega zadowolony, większość znajomych za mną. Przemo (ten od szosy) stracił pięć minut.
Rodmanie, bój się na Michałkach!!! :p
Czas: 1:59:02 MEGA Open: 22/203 MEGA M2: 6/47 Strata: 0:14:21 (Guż Andrzej) DST: 49,25 km AVG: 24,82 km/h Vmax: 48,06 km/h
CADavg: 53 rpm | Leśne - Stary Rynek - Wilczak - Osowa Góra - Ludwikowo - Leśne - Toruńska
Suport wyczyściłem i nasmarowałem, a że jutro ścigam się w Bydgoszczy trzeba było sprawdzić, czy kręci się jak należy. Kręci się, strzela już tylko siodełko, więc parę złotych chwilowo zostało w kieszeni :) W ramach przejażdżki wybrałem się na masę. 320 osób było, całkiem nieźle...
Ostra walka z wiatrem przez pierwszą połowę treningu. Już na 20-tym kilometrze czołówka ucieka, zostajemy w 6-7 osób i staramy się coś wyrzeźbić. Przed Kozielcem Przemo odskakuje, Kozielec wjeżdżam jak nigdy wcześniej - nasza grupka rozrywa się całkowicie. Próbuję gonić Przema, ale trochę mi brakuje. W Trzęsaczu dochodzi do mnie Kuba (chyba) i razem dojeżdżamy do Strzelec (w zasadzie ciągle ja na zmianie), gdzie znowu mu uciekam. W Strzelcach Górnych z przeciwka jedzie Rychu, Gośka i ktoś jeszcze - zawracamy z Przemem i wspólnie podjeżdżamy Strzelce jeszcze raz. Gośka gdzieś się gubi a my w czwórkę wracamy do Bydgoszczy. W Maksymilianowie Gośka się odnajduje po czym znowu ginie w Myślęcinku :p Dużo się dzisiaj działo ;)
A tak w ogóle to rozkręciłem suport w MTB bo zaczął "szczelać". Wewnątrz zamiast smaru była... wielka kuweta!
Zaczęliśmy z Dudą, Kasią i Adamem od zabawy na Morasku. Dokładnej trasy oczywiście nie znamy, ale i tak było fajnie. Mi się podobało, naszym początkującym kolarzom chyba nawet bardziej. Kasia z wrażenia to się nawet na ziemi kładła!
Po Morasku byliśmy umówieni z Jackiem na izobronika nad Strzeszynkiem. Dawno mi tak piwko nie smakowało :)
Czas szybko upłynął na pogadankach okołorowerowych i D uda musiał uciekać do domu. My za to wybraliśmy się na Rundę Drogbasa. Jechałem nią po raz pierwszy - gratulacje za wyciągnięcie z terenu wszystkiego, co się da. Jarek świetnie spisywał się w roli przewodnika a ja starałem się utrzymać koło. Momentami łapałem zadyszkę, ale dałem radę ;) Z Rusałki każdy z nas uciekł w swoją stronę, Jacek do domu, a ja po Sylwię do centrum. To był bardzo udany dzień :)
Nikt pewnie nie uwierzy, ale jako dziecko nie chciałem jeździć na rowerze. Za to w 2009 roku wystartowałem w pierwszych zawodach. To wtedy zaczęła się moja przygoda z kolarstwem. Kiedyś nastawiony na wyniki, teraz częściej wybieram "kolarstwo romantyczne".
Nowy stary Grizl po wymianie gwarancyjnej. Przy okazji wjechał napęd na bateryjki.
Canyon Grizl AL
Osprzęt Sram Rival XPLR (42T + 10-44T)
Koła BW SuperLite 40
Opony Hutchinson Caracal Race 45
CHIŃCZYK
Spełnienie marzeń o karbonowym 29er. Początkowo miał to być niemiecki Canyon, ale z powodu wpadki przy jego zakupie, zdecydowałem się na chińczyka od Konwy. Podczas składania plan był prosty - budujemy rower do ścigania, ale nie bez kompromisów. Oprócz wagi liczyła się przede wszystkim trwałość, uniwersalność i wygoda. Tym sposobem minimalnie przekroczyliśmy 10 kg, ale wyszło super.
Flyxii FR-216
RockShox SID XX World Cup
Osprzęt XT M8000 (34T + 11-46T)
Koła DT 350 + DT XR331 + DT Champion
Opony Vittoria Barzo 2.25 + Mezcal 2.25
FURIOUS
Wół roboczy złożony z części, które zostały po połamanym Grizzlu.
Accent Furious Pro
Osprzęt GRX RX400 (38T + 11-34T)
Koła DT Swiss Gravel LN
Opony CST Overton 40C
GRIZZLY
Zakup długo chodził mi po głowie, ale pojawiały się myśli, że te gravele to tylko chwilowa moda. Po wielu tysiącach kilometrów szutrów i asfaltów stwierdzam, że zamiana szosy na gravela to był strzał w dziesiątkę! Szybkość, wygoda i wolność. Gdybym miał mieć jeden rower, to na pewno byłby to gravel :) Rama pękła po 20.000 km. Bez zająknięcia została wymieniona na nową w ramach gwarancji, więc plus dla Canyona.
Canyon Grizl Al
Osprzęt GRX RX400 (40T + 11-38T)
Koła BW SuperLite 40
Opony Tufo Thundero HD 40C
WILMA
Pierwsza szosa, kupiona lekko używana. Mimo zastosowania karbonu, demonem wagi nie była - w sumie około 9 kg. Po latach oddana w dobre ręce, by cieszyć kolejnego właściciela :)
Wilier Triestina Mortirolo
Osprzęt Campagnolo Veloce/Mirage
Koła DT R460
LAWINKA
Byliśmy razem od lipca '07. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, która zaraziła mnie pasją do kolarstwa :) Początkowo robiła za sprzęt do ścigania, później katowałem ją na całorocznych dojazdach do pracy. Niestety, pękła w okolicach suportu po ponad 60.000 km, więc trzeba było ją czymś zastąpić...