Zaczęliśmy z dudą od ostrej jazdy niedaleko Malty. Trzy kółka wystarczyły, aby się zmęczyć. Lekko spuchnięci pojechaliśmy na miejsce spotkania z resztą osób. Jak się okazało przyjechał jeszcze Piotr oraz Darek. Wspólnie pokręciliśmy się po "moich okolicach" zahaczając m.in. o Ligowiec.
Jakiś taki zmęczony dzisiaj byłem i prawie cały czas chciało mi się jeść... Stąd nie jechało mi się najlepiej. Ale i tak było fajnie.
Dom - PKP Poznań Karolin - (26 km) - PKP Murowana Goślina - ZAWODY - Dom
Wyścig z serii Powerade MTB Maraton 2009 Co nieco o samej trasie: zapisaliśmy się na dystans mega, który wg organizatorów miał mieć 68 km (a miał chyba trochę więcej...) Przewyższenie w sumie 717 m. Najwyższy punkt to Dziewicza Góra (143 m n.p.m.) Poniżej mapka oraz profil.
Jeśli chodzi o sam wyścig to opiszę go w skrócie podając kolejne kilometry jazdy. Oczywiście liczby w przybliżeniu, nie pamiętam dokładnie, gdzie miałem jaki przebieg. 0 - 20 km - dużo piachu i jeszcze więcej przeciskania się do przodu w celu znalezienia swojego miejsca w stawce. Jedna podbramkowa sytuacja, kiedy prawie leżałem, gdyż zakopałem się w jakiejś piaszczystej koleinie. 25 km - fajny odcinek, krótkie podjazdy/zjazdy, zakręty oraz... piach. Na jednym z zakrętów klasyczne OTB w moim wykonaniu (koło podczas skrętu zakopało się w piachu). Na szczęście tylko zadrapane i obite kolano, więc jadę dalej. Cały czas sporo wyprzedzania... 30 - 40 km - luzik, spokojne kręcenie przed siebie oraz pierwszy posiłek na trasie. 40 km - taki jakby mały kryzys, nikogo przede mną, nikogo za mną - nie chce mi się ;p 45 - 55 km - dogania mnie jakiś "pociąg" ;-) Zmotywowany przyspieszam, robimy zmiany i ogólnie jest fajnie - tak już do Dziewiczej. 60 km - Dziewicza. Tutaj zaskoczenie: czemu wszyscy jadą tak wolno? Spodziewałem się mega zmęczenia z mojej strony, a nawet na najbardziej stromym podjeździe wyprzedzałem innych :D 65 - 73 km - czuć zmęczenie, wkurzające jest to, że trasa powinna już się kończyć a Murowanej ani widu, ani słychu. Do tego dochodzi problem z zatartą linką tylnej przerzutki. Obserwuję również ciekawy objaw: czuję mocne mrowienie w... prawym sutku :D Ciekawe, czy ktoś mi powie co to mogło oznaczać ;-) Finisz - wjeżdżamy na metę gdzieś tak w pięć osób, jeszcze parę metrów i wziąłbym osobę przede mną - brakło mi 0.217 sekundy ;-) Ogólnie rzecz biorąc jest faaajnie - zmęczony ale szczęśliwy! :-) Co do roweru na trasie to poza wspomnianymi problemami z tylną przerzutką mam spore luzy na przedniej piaście. Trzeba ją w najbliższym czasie rozkręcić. Innych kłopotów brak. Podsumowując: super dzień, dobra organizacja, miła atmosfera na mecie. No i na zakończenie wyniki: Czas: 02:53:43.846 na dystansie 73.39 km (wg mojego licznika) co daje w sumie średnią około 25.3 km/h. Strata do najlepszego 00:32:18.704. Miejsce open: 69/486 startujących w Mega, w M2 miejsce 35/167 zawodników. Chyba całkiem dobrze :-)
Tutaj jeszcze przed startem. Patrzę w kierunku Dudy zmieniającego dętkę ;-) Jakby co to widać mnie pod literką "H" (foto by: Bolek0)
Ruszyliśmy, niestety wybrałem złą stronę drogi i musiałem się troszkę wlec... Tym razem jestem czwarty od lewej. (foto by: Kash)
A teraz mała niespodzianka ze startu. Przewińcie na 47 sekundę :D
No i jedyne dobre zdjęcie z trasy - szkoda, że nie widać roweru... (foto by: myzsa58)
A tutaj jako jeden z wagoników pewnego pociągu - niestety na końcu ;-) (foto by: SieTek)
Umówiłem się dzisiaj z Jackiem, że wspólnie przejedziemy się po numerki na jutrzejszy maraton w Murowanej. Czekając na niego spotkałem również Krzyśka oraz Andrzeja. Ci jednak wymiękli i jechali samochodem ;p Dzisiejsza jazda baaardzo spokojna, co by się przed jutrem nie "wypalić" ;-) Mimo to na miejsce dotarliśmy całkiem szybko, postaliśmy chwilę w kolejce po numerek, zrobiliśmy zdjęcie na mecie (jutro może nie być czasu ;p ) i wróciliśmy do domów.
Szkoda tylko, że niedługo muszę wychodzić do pracy... znowu będę niewyspany...
Dawno, dawno temu wpadliśmy na pomysł odwiedzenia kolegi z grupy. Dzisiaj zrealizowaliśmy ten plan. O 11.00 byłem u Piotra i razem pojechaliśmy rzucić okiem na kórnickie magnolie oraz zamek. Później trochę szpanerska fotka i dalsza jazda na Orkowo!
O dziwo byliśmy u Pawła wcześniej niż zakładaliśmy. Zjedliśmy małe co nieco i wspólnie pokręciliśmy się po okolicy. Tam dużo lasów, łąk, stawów - normalnie jak na urlopie!
Aaa... zapomniałbym - w pobliżu jest również Warta...
Warta, nad którą mieszka sobie bóbr.
Tzn. chciałem napisać "mieszkają sobie bobry" - jest ich tam troszkę więcej.
Chłopacy męczyli się z piaskownicą na drogach a ja pstrykałem fotki uroczej okolicy.
Co dobre szybko się jednak kończy i dlatego musieliśmy opuścić tę sympatyczną wioskę. Żeby znajomi nam uwierzyli zrobiliśmy nawet zdjęcie przy tablicy.
Powrót zaplanowaliśmy przez Rogalin. Jako, że dęby każdy zna nawet nie robiłem im zdjęć ;p Za to tutaj mi się spodobało. I do tego gdzieś w tej okolicy stuknęło mi 9 kkm na GieTeku :D
Piotr niestety powoli zaczął słabnąć.
Mimo w końcu znalezionych bananów w sklepie (a było z tym ciężko) Piotr nadal opadał z sił ;-)
Ja za to czułem się bardzo dobrze. Jazda wyglądała tak, że co chwilę uciekałem mojemu kompanowi po to, aby kawałek dalej na niego czekać. A jako, że wtedy mi się nudziło wyciągałem aparat i robiłem zdjęcia...
Raz nawet nakręciłem film ;p
Kolejne zdjęcie z nudów - za to miejscówka fajna - drewniano-stalowy most na Starołęce.
Ostatni przystanek przed Szczepankowem.
Podsumowując: wycieczka bardzo udana. Kolejna setka w sezonie, poznane nowe miejsca, opalenizna na rękach i nogach - czego chcieć więcej. Szkoda tylko, że na końcówce Piotr osłabł, gdyż taka jazda była męcząca zarówno dla niego jak i dla mnie (no dobra... dla niego bardziej ;-) Wszystko jest jednak kwestią wprawy - jeszcze kiedyś pokonam z Piotrem dwusetkę ;-)
Dzisiaj umówiliśmy się ze znajomymi na Cytadeli. W planach była krótka wycieczka tlenowym tempem ;-) Wpadłem jednak na Cytę troszkę wcześniej, aby zobaczyć co tam u drogbasa, gdyż z tego co mówił miał startować w zawodach z serii Thule Cup 2009 (będących jednocześnie Otwartymi Mistrzostwami Poznania Cross Country). Nawet się przydałem, gdyż tuż przed startem Jarek złapał gumę i pomogliśmy mu w serwisie ;-) Gdy dotarł duda oraz Kasia pojechaliśmy spokojnym tempem nad Rusałkę i w drodze powrotnej znowu zahaczyliśmy o Cytadelę. Jak widać na poniższym zdjęciu Jarek (numer startowy 452) cały czas dawał radę (tutaj wyprzedza na podjeździe - szacunek!)
Natomiast tutaj zdjęcia moich towarzyszy dzisiejszej wycieczki.
A od jutra zaczynamy bardziej regularną jazdę :D Oby tylko pogoda dopisała...
Wyścig z serii Wielkopolska Liga Masters 2009 (Puchar Wielkopolski 2009)
Na początku spotkanie przy AWF'ie z Jarkiem oraz Winq'iem. Spokojnie dotarliśmy na miejsce, gdzie dołączył do nas Andrew. Zapisaliśmy się na Elitę i zrobiliśmy objazd trasy (typowy wyścig XC). Teraz co nieco o niej: długość rundy: 4700m, przewyższenie na rundzie: ok.95 m, dystans dla elity: 6 rund, przewyższenie dla elity: 570 m. Poniżej mapka oraz profil.
Co do samego wyścigu to powiem krótko: ostatnie dni wcale nie wpłynęły dobrze na moją formę... W połowie wyścigu złapał mnie kryzys, brak sił na podjazdach a co najgorsze brak kontroli na zjazdach i m.in. w trosce o siebie odpuściłem na czwartym okrążeniu. Szkoda, no ale cóż zrobić... nie wszyscy mogą się zmieścić na pudle ;-) Jeśli chodzi o ostateczne wyniki to na 74 osoby w elicie, tylko 18 ukończyło 6 okrążeń, kolejne 24 osoby przejechały jedno kółko mniej, a pozostali czyli bodajże 32 osoby zakończyli wyścig ze znaczkiem dnf. Jak widać nie byłem sam ;-)
Tutaj jeszcze przed wyścigiem - robimy objazd trasy (foto by: Andrew18)
A to już w trakcie zawodów - jeszcze jakoś daję radę... (foto by: Andrew18)
Natomiast tu już wiem, że świata nie zwojuję, więc staram się czerpać radość z jazdy ;p
Zaczęło się od kręcenia na Cytadeli. W pewnym momencie jednak stwierdziłem, że forma nie ta i odpuściłem. Zrobiłem jeszcze kilka zdjęć (niestety, tylko telefonem) i pojechałem nad Maltę.
Może i Jacka krokusy są ładniejsze (klik), ale te też są spoko ;p
Z Malty pojechałem poszaleć do okolicznych lasów i na jednym konkretnym zjeździe dosłownie chyba wskoczyłem na kilkucentymetrowy kolec, który pionowo wbił się w oponę...
Już wracałem do domu, gdy udało mi się spotkać Jarka oraz Krzycha. Już kilka razy się mijaliśmy, ale dopiero dzisiaj byliśmy na tyle pewni, że to my ;-), że się zatrzymaliśmy i pogadaliśmy. Od tego momentu zaczęła się zabawa. Dwa kółka świetnej trasy niedaleko Malty. W międzyczasie zaczęło padać, więc było błoto... duuużo błota :D Dawno się tak nie upaprałem.
Chłopaki, dzięki za towarzystwo i do zobaczenia jutro!
Tylko do sklepu obuwniczego i z powrotem trochę okrężną drogą (o dziwo nie po buty na rower ;-) Za to rano kupiłem sobie okularki :D Są to BBB Retro (BSG-3009), szkła szare, przeźroczyste oraz żółte. Co do tych ostatnich (w nich jeździłem popołudniu) mogę powiedzieć, że jeśli nawet nie poprawiają kontrastu (a poprawiają ;p) to na pewno poprawiają... humor :D
Dom - Kicin - Wierzenica - Kobylnica - Jez. Swarzędzkie - Antoninek - Jez. Maltańskie - Stary Rynek - Sołacz - Jez. Rusałka - Jez. Strzeszyńskie - Sołacz - Cytadela - Dom
Miałem dzisiaj śmigać z Jackiem, ale niestety tym razem nie wypaliło. Nie chciałem jednak zmarnować ładnej pogody i pojechałem samemu "połykać" kilometry. Było bardzo sympatycznie, sporo spacerowiczów i bikerów. Szkoda tylko, że słońce schowało się za chmurami...
Tuż przed powrotem do domu wpadłem jeszcze na Cytadelę chwilę się pobawić na górkach. Zatrzymałem się przy barze "Piknik", aby się czegoś napić. W pewnym momencie usłyszałem uderzenie a po chwili ciche postękiwanie. Nie zastanawiając się długo podjechałem w kierunku, z którego nadchodził hałas. Okazało się, że pewien biker przewrócił się na rowerze i grzmotnął plecami o ziemię. Na szczęście skończyło się chyba tylko na mocnym potłuczeniu oraz kilku zadrapaniach na twarzy. Marek (bo tak miał na imię) miał sporo szczęścia. Spędziłem z nim trochę czasu i w momencie, gdy już poczuł się lepiej oboje skierowaliśmy się w swoją stronę. Tym oto sposobem poznałem kolejnego rowerzystę z okolic.
Na zakończenie coś dla tej ładniejszej części BS. Wszystkiego najlepszego, kochane kobietki :-) Reszta pań powinna brać z Was przykład! ;-)
Nikt pewnie nie uwierzy, ale jako dziecko nie chciałem jeździć na rowerze. Za to w 2009 roku wystartowałem w pierwszych zawodach. To wtedy zaczęła się moja przygoda z kolarstwem. Kiedyś nastawiony na wyniki, teraz częściej wybieram "kolarstwo romantyczne".
Nowy stary Grizl po wymianie gwarancyjnej. Przy okazji wjechał napęd na bateryjki.
Canyon Grizl AL
Osprzęt Sram Rival XPLR (42T + 10-44T)
Koła BW SuperLite 40
Opony Hutchinson Caracal Race 45
CHIŃCZYK
Spełnienie marzeń o karbonowym 29er. Początkowo miał to być niemiecki Canyon, ale z powodu wpadki przy jego zakupie, zdecydowałem się na chińczyka od Konwy. Podczas składania plan był prosty - budujemy rower do ścigania, ale nie bez kompromisów. Oprócz wagi liczyła się przede wszystkim trwałość, uniwersalność i wygoda. Tym sposobem minimalnie przekroczyliśmy 10 kg, ale wyszło super.
Flyxii FR-216
RockShox SID XX World Cup
Osprzęt XT M8000 (34T + 11-46T)
Koła DT 350 + DT XR331 + DT Champion
Opony Vittoria Barzo 2.25 + Mezcal 2.25
FURIOUS
Wół roboczy złożony z części, które zostały po połamanym Grizzlu.
Accent Furious Pro
Osprzęt GRX RX400 (38T + 11-34T)
Koła DT Swiss Gravel LN
Opony CST Overton 40C
GRIZZLY
Zakup długo chodził mi po głowie, ale pojawiały się myśli, że te gravele to tylko chwilowa moda. Po wielu tysiącach kilometrów szutrów i asfaltów stwierdzam, że zamiana szosy na gravela to był strzał w dziesiątkę! Szybkość, wygoda i wolność. Gdybym miał mieć jeden rower, to na pewno byłby to gravel :) Rama pękła po 20.000 km. Bez zająknięcia została wymieniona na nową w ramach gwarancji, więc plus dla Canyona.
Canyon Grizl Al
Osprzęt GRX RX400 (40T + 11-38T)
Koła BW SuperLite 40
Opony Tufo Thundero HD 40C
WILMA
Pierwsza szosa, kupiona lekko używana. Mimo zastosowania karbonu, demonem wagi nie była - w sumie około 9 kg. Po latach oddana w dobre ręce, by cieszyć kolejnego właściciela :)
Wilier Triestina Mortirolo
Osprzęt Campagnolo Veloce/Mirage
Koła DT R460
LAWINKA
Byliśmy razem od lipca '07. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, która zaraziła mnie pasją do kolarstwa :) Początkowo robiła za sprzęt do ścigania, później katowałem ją na całorocznych dojazdach do pracy. Niestety, pękła w okolicach suportu po ponad 60.000 km, więc trzeba było ją czymś zastąpić...