droga jest celem

Wpisy archiwalne w kategorii

> 50

Dystans całkowity:35114.18 km (w terenie 12243.00 km; 34.87%)
Czas w ruchu:1458:08
Średnia prędkość:24.08 km/h
Maksymalna prędkość:74.50 km/h
Suma podjazdów:182081 m
Maks. tętno maksymalne:210 (116 %)
Maks. tętno średnie:188 (102 %)
Suma kalorii:717550 kcal
Liczba aktywności:528
Średnio na aktywność:66.50 km i 2h 45m
Więcej statystyk
Sobota, 10 czerwca 2017 Komentarze: 2
Dystans55.51 km
Teren10.00 km
Czas01:42
Podjazdy130 m
Uczestnicy
SprzętWilma
Vśrednia32.65 km/h
Vmax47.40 km/h
Tętnośr.183
Tętnomax189
Kalorie 1547 kcal
Temp.21.8 °C
Więcej danych
Do startu w sztafecie zgłosiliśmy się prawie pół roku temu w ramach nowo powstającego Prodżectu PIGUŁA. Z tego powodu nic nie mogło nas powstrzymać: ani popsuta pianka Mariana, ani tym bardziej popsute plecy (też Mariana :p ). Śmiertelny katar i ogólne osłabienie również nie zatrzymały mnie w łóżku. W sumie to Drab też był jakiś niewyraźny, ale wystartowaliśmy! Płynie oczywiście Marian, ja rower a na koniec czarny koń zawodów, czyli Drab :)

Mimo wielu przeciwności losu nastroje mamy bojowe... do pierwszej boi :p Triathlonowa "pralka" okazała się bardzo kontuzjogenna dla Mariana, bo kilka razy dostał od kogoś w twarz i prawie nam się utopił :( Zakładaliśmy, że powinien się wyrobić w niewiele ponad 20 minut, a czekając na niego w boksie, na trasę rowerową wyruszyli prawie wszyscy nasi przeciwnicy, nawet ci w trampkach ;) Gdy w końcu mogłem ruszyć na swoją zmianę słyszałem tylko, że Marian coś mówi o topieniu się i rzyganiu (później nawet pokazał mi "swoje" miejsca ;) No nic, mam dużo do nadrobienia...

Od samego początku idę w trupa, tętno non stop >180, co obecnie jest dla mnie maksem możliwości. Do pierwszego nawrotu średnia prawie 42 km/h. Po nawrocie staje się jasne dlaczego - 1/3 trasy wiedzie z pięknym wmordewindem :/ Drafting oczywiście zabroniony, więc czeka mnie niezła samotna jazda po zwycięstwo :p Co do samej trasy to w zasadzie nie ma o czym pisać... No może poza tym, że w sumie było 8 wąskich nawrotów, gdzie prędkość spadała praktycznie do zera. Dodatkowo 6 przejazdów przez rondo, gdzie w zakręty wchodziłem prawie jak na MotoGP :) Biorąc pod uwagę osłabienie spowodowane solidnym przeziębieniem zakładałem, że średnia 35 km/h będzie sukcesem. Poszło dużo lepiej, bo urwałem 5,5 minuty od tych założeń, co dało średnią 37 km/h. A wszystko zwykłą szosówką, bez stożków, lemondki i innych kosmicznych akcesoriów. Przynajmniej wiem na przyszłość, że jest jeszcze potencjał urwania paru cennych sekund.

Po mnie przyszedł czas na Adriana. Nie będę się rozpisywał i streszczę jego bieg - leciał jak dziki!!!
"Wytruchtał" najlepszy czas open! Strach myśleć, co by było, gdyby założył buty i choć trochę pobiegał treningowo :D

A jak wyszło sumarycznie?! Zajęliśmy 5 miejsce - można rzec, że to wysoko. Tak... jednak wynik ten pozostawił w nas spory niedosyt. Do trzeciego miejsca brakło 1 min. i 56 sek. Wiedząc, że mniej więcej tyle czasu Mariusz dochodził do siebie trzymając się deski ratownika, chyba nie powinno dziwić, że liczyliśmy na więcej... Czyżby w przyszłym roku mały rewanż?  ;)

Triathlonista vs kolarz :) (foto by: Tomasz Szwajkowski)


Momentami było całkiem szybko :) (foto by: Grzegorz Członkowski)


Czas PŁYWANIE: 00:27:04 (950 m)
Miejsce PŁYWANIE: 18/28 (strata 00:09:32)
Czas ROWER: 01:14:37 (45 km)
Miejsce ROWER: 4/28 (strata 00:05:21)
Czas BIEG: 00:39:35 (10 km)
Miejsce BIEG: 1/28 (straty brak :) )
Czas SZTAFETA: 02:24:19
Strata: 0:08:45 (Waleczne Psy)

DST: 45,64 km
Uphill: 92 m
AVG: 36,8 km/h
Vmax: 47,4 km/h
CADavg: 97 rpm
Garmin Connect
Sobota, 3 czerwca 2017 Komentarze: 1
Dystans91.14 km
Teren50.00 km
Czas04:03
Podjazdy1077 m
SprzętChińczyk
Vśrednia22.50 km/h
Vmax47.30 km/h
Tętnośr.151
Tętnomax181
Kalorie 2533 kcal
Temp.21.8 °C
Więcej danych
CADavg: 86 rpm | Garmin Connect | Racula - Ochla - Świdnica - KE Zielona 2017 - Świdnica - Ochla - Racula

Weekend u teściów, więc wybrałem się sprawdzić, co w tym roku Kaczmarek przygotował. Zupełna nowość to start na stadionie w Świdnicy. Najpierw łagodny podjazd asfaltem, a później dość szerokie leśne drogi, będące niejako dojazdówką do części właściwej, czyli Wzgórz Piastowskich. Mowa oczywiście o dystansach mega/giga, bo mini zostaje na łąkach niedaleko Świdnicy - wg mnie w ogóle nie warto startować w Zielonej na mini, bo trasa straciła swój urok.

Chwilę po przekroczeniu DK27 zaczyna się prawdziwa zabawa, czyli ciąg interwałowych podjazdów i zjazdów. Wszystko do podjechania w siodle (a tym bardziej zjechania), ale w trakcie zawodów dadzą ostro popalić. Oj, będzie bolało :) Później kawałek wypłaszczenia i dojeżdżam do klasyków, czyli tor saneczkowy, pod jagody, po płytach itd. - Wzgórza Piastowskie w najlepszym wydaniu! Trasa chyba najciekawsza z dotychczasowych. Na tych, którym będzie mało, czeka jeszcze jedna pętla na dystansie giga. Dla mnie każdy, kto go ukończy będzie wygranym. Serio :)

Trochę żałuję, że nie pojawię się na maratonie w niedzielę, bo wiem, że świetnie bym się bawił.
Z drugiej strony cieszę się, że nie będę musiał cierpieć tak, jak Wy :p
Środa, 31 maja 2017 Komentarze: 0
Dystans53.48 km
Czas01:42
Podjazdy351 m
SprzętWilma
Vśrednia31.46 km/h
Vmax60.00 km/h
Tętnośr.144
Tętnomax180
Kalorie 1075 kcal
Temp.19.2 °C
Więcej danych
CADavg: 90 rpm | Garmin Connect | Koszarowa - Krzyżanowice - Cienin - Pasikurowice - Skarszyn - Głuchów Górny - Czachowo - Radłów - Skotniki - Boleścin - Krakowiany - Zaprężyn - Bierzyce - Łozina - Domaszczyn - Zakrzów - Koszarowa

Dziś słabo, bo na zjeździe w Głuchowie wpadło mi coś do oka i siedziało w nim do końca treningu. Zatrzymywałem się, sprawdzałem w lusterku (samochodu stojącego na posesji ;) ale nic to nie dało... Na prababce duża grupa z GVT Wrocław. Mimo słabego samopoczucia wpadło kilka PR na Stravie, choć wcale nie czułem, że jadę na rekord.
Niedziela, 28 maja 2017 Komentarze: 4
Dystans62.32 km
Teren60.00 km
Czas02:49
Podjazdy974 m
Uczestnicy
SprzętChińczyk
Vśrednia22.13 km/h
Vmax48.70 km/h
Tętnośr.176
Tętnomax189
Kalorie 2468 kcal
Temp.24.0 °C
Więcej danych
Kolejny start u Gogola zaliczony. Dojazd przebiega szybko i sympatycznie w towarzystwie Wojtka. W Wyrzysku parkujemy pod samym kościołem, co odbieramy jako dobry znak - będzie nad nami czuwać opatrzność ;) W sumie chyba nawet się sprawdziło :) Najpierw chwila rozgrzewki, spotkania ze znajomymi, pogadanki i takie tam. Ustawiam się w drugim sektorze, ale w jedynce jest tak mało osób, że po starcie w zasadzie jadę w czubie. Na polnej drodze parę osób przed nami minimalnie zwalnia i czołówka formuje grupkę, która odskakuje na kilka metrów. Na asfalcie udaje nam się ich dojść - najpierw pociągnął Wojtas, później ja i jakoś dospawaliśmy. Po wjeździe do lasu, na długim podjeździe do akcji wkroczył Adrian. Oj, momentami ciężko było utrzymać koło - a tak się zarzekał, że nie ma dnia ;)
 
Pierwszy dłuższy zjazd to próba utrzymania się w trasie (chyba każdego z nas wyniosło na którymś z zakrętów :) Kolejny podjazd Adrian znowu mocno ciśnie mijając parę osób, a ja i Wojtek walczymy o przeżycie. Na płaskim krętym odcinku powoli odżywam i wyprzedzam chłopaków - więcej już ich nie widziałem tego dnia :) W międzyczasie dochodzę Jacka, który wlecze za sobą badyla wkręconego w kasetę. Cały czas próbuję na niego najechać, żeby mu go wyszarpnąć, ale w momencie gdy mi się to udaje Jacek akurat staje na poboczu. Jak się później okazuje nie pierwszy raz tego dnia ;)

Kolejny podjazd przed nami, a mi jedzie się coraz lepiej. Przed długim szutrowym zjazdem wyprzedzam m.in. Grześka Hoffmanna oraz dochodzę grupkę z Tomkiem Wachowakiem i Piotrem Przybyłem. Na asflacie formujemy wachlarz i robimy parę krótkich, mocnych zmian. Na skręcie na najdłuższy podjazd akurat jestem na zmianie, więc to na mnie spada obowiązek nadawania tempa. Jadę równo, od czasu do czasu spoglądając na puls, ale z racji upału ten jest o kilka uderzeń wyższy niż zazwyczaj. Na szczycie po raz pierwszy oglądam się za siebie i okazuje się, że ze sporej grupy zostało nas... trzech - ja, Piotr i kolega z plecakiem :D

Po skręcie w lewo w leśny singiel prawie walę OTB na głębokiej kałuży, ale nie zrażając się cisnę dalej. I tak już do samej mety :p
W międzyczasie Piotr lekko słabnie, a plecaczkowi udaje się urwać i złapać grupę przed nami. Kawałek przed rozjazdem na piaszczystym odcinku dochodzę Piotra Zellnera i we dwójkę przejeżdżamy najfajniejszy odcinek, czyli łącznik między pętlami. Piotr jedzie na przełajówce - owszem trochę traci na zjazdach, ale i tak szacun za to, jak sobie radził :) W rejonie rezerwatu przestrzelił jednak jeden zakręt i został za mną. Mniej więcej w tym samym momencie po raz drugi dochodzę Andrzeja Sypniewskiego (już wcześniej go wyprzedzałem bo miał kryzys, ale odżył i mnie dogonił). Sypa na odcinku z ostrymi zakrętami trzyma koło, ale na podjeździe momentalnie zostaje z tyłu (co ciekawe na metę wjeżdża przede mną...).

Znowu cisnę samotnie - asfalt, a później długi podjazd po szutrze. Na szczycie dochodzę Huberta Spławskiego - tego się nie spodziewałem :) Jak się okazuje Hubert miał za mało wody i odcięło go do tego stopnia, że jechał ze mną tylko kilka minut, a po podjeździe po bruku odpadł zupełnie. Po raz kolejny wlokę się samotnie... (foto by: Hubert Orliński)


Podejrzewam, że to właśnie w tym momencie straciłem najwięcej. Po prostu lekko brakło motywacji do kręcenia na 100% możliwości, bo tuż przed rozjazdem doszła mnie bodajże 4-osobowa grupka z Grześkiem. Już wtedy czułem, że mogę nie dać rady z nimi wygrać. Tak też się stało, zwłaszcza, że na piachu między polami konkretnie mnie zarzuciło, a próbując uciec na ścieżkę obok drogi "lekko" zajechałem dziewczynie z mini, przez co oberwałem po uszach ;) Na zdjęciu akurat widać, jak przed nią uciekamy :p
(foto by: Hubert Orliński)


Ostatni dłuższy podjazd pokonuję co chwila oglądając się za siebie i kontrolując odległość od Grześka, ale on też już miał dość, dzięki czemu na stadion wjeżdżam na niezagrożonej pozycji. Na mecie jeszcze tylko autografy, szampan, dziewczyny itp. :p Szkoda mi trzech oczek straconych na ostatnich kilometrach, ale tak czasem bywa - jadąc samotnie trudno dać z siebie wszystko. Cieszy z kolei bardzo równa jazda przez większość dystansu. Po ostrym początku i lekkiej zadyszce złapałem dobre, własne tempo i nie oglądając się na innych zrobiłem swoje. Oby tak dalej!

Drużynowo rewelacja! Krzychu staje na pudle, Wojtas traci do mnie standardowe 1,5 minuty. Jacek robi wszystko co może, ale został pokonany przez śruby od korby ;) Drab jednak faktycznie ma słabszy dzień, ale przecież miejsce 41/150 też jest bardzo dobrym wynikiem. Z kolei na mini po starcie z ostatniego sektora Przemo melduje się na 54 miejscu (na prawie 400 osób - to sobie powyprzedzał ;) To wszystko daje nam drugie miejsce drużynowo i awans na trzecie w generalce!!! Oh yeah!!! :)

Czas: 02:23:27
Check point1: 00:35:22 (17)
Check point2: 01:48:06 (15)
MEGA Open: 17/144 (12 DNF)
MEGA M3: 5/45 (2 DNF)
Strata: 0:14:53 (Hubert Semczuk)
DST: 54,14 km
Uphill: 928 m
AVG: 22,64 km/h
Vmax: 48,7 km/h
CADavg: 88 rpm
Garmin Connect
Prababka Kategoria > 50, Edge 520
Czwartek, 25 maja 2017 Komentarze: 2
Dystans52.87 km
Czas01:40
Podjazdy327 m
SprzętWilma
Vśrednia31.72 km/h
Vmax47.50 km/h
Tętnośr.147
Tętnomax185
Kalorie 1143 kcal
Temp.14.2 °C
Więcej danych
CADavg: 90 rpm | Garmin Connect | Koszarowa - Krzyżanowice - Cienin - Pasikurowice - Skarszyn - Głuchów Górny - Czachowo - Radłów - Skotniki - Boleścin - Krakowiany - Zaprężyn - Bierzyce - Łozina - Domaszczyn - Zakrzów - Koszarowa

Dziś fajnie - nikt nie próbował mnie zabić :) Strasznie nie chciało mi się iść na trening, a że pogoda początkowo nie zachęcała to wykorzystałem to i... zrobiłem sobie popołudniową drzemkę ;) Pod wieczór "niestety" się przejaśniło, więc trzeba było iść coś pokręcić :) Runda standardowa, ale bardzo sympatyczna. W drodze powrotnej kawałek z trójką stożkokołowców, ale wymiękli ;)
Środa, 24 maja 2017 Komentarze: 1
Dystans76.10 km
Czas02:28
Podjazdy507 m
SprzętWilma
Vśrednia30.85 km/h
Vmax61.10 km/h
Tętnośr.144
Tętnomax181
Kalorie 1543 kcal
Temp.10.1 °C
Więcej danych
CADavg: 90 rpm | Garmin Connect | Koszarowa - Obornicka - Świniary - Szewce - Zajączków - Pęgów - Golędzinów - Wilczyn - Kowale - Przecławice - Rzepotowice - Marcinowo - Trzebnica - Cerekwica - Zawonia - Tarnowiec - Cielętniki - Miłonowice - Kopiec - Węgrów - Zaprężyn - Bierzyce -  Łozina - Bąków - Domaszczyn - Zakrzów - Koszarowa

Chyba moja najulubieńsza runda jak do tej pory. Do Obornik z wmordewindem i Kamazem próbującym zepchnąć mnie do rowu. Odcinek przez Przecławice cud, miód, orzeszki. Od Trzebnicy jeszcze lepiej, bo wicher w końcu dmie w plecy, więc pod górki wjeżdżam ośka-blat :) Kilometrowa premia lotna w Cerekwicy ze średnią prędkością 58,1 km/h!!! Do KOM'a jednak brakuje prawie 10 km/h prędkości średniej... Na korbie kompaktowej raczej się nie da ;) Pozytywne wrażenia z treningu psuje tylko idiota w SUV'ie wyprzedzający dostawczaka, przez co tym razem jednak kończę w rowie niedaleko Łoziny... Masakra, wystarczy żebym się zagapił (na widoczki lub garmina ;) a pewnie tego wpisu już bym nie napisał... Carpe diem bo Valar Morghulis!!!
Wtorek, 16 maja 2017 Komentarze: 0
Dystans58.91 km
Czas01:52
Podjazdy399 m
SprzętWilma
Vśrednia31.56 km/h
Vmax50.00 km/h
Tętnośr.148
Tętnomax183
Kalorie 1243 kcal
Temp.17.0 °C
Więcej danych
CADavg: 89 rpm | Garmin Connect | Koszarowa - Krzyżanowice - Cienin - Pasikurowice - Skarszyn - Głuchów Górny - Czachowo - Radłów - Skotniki - Boleścin - Krakowiany - Zaprężyn - Węgrów - Krakowiany - Zaprężyn - Bierzyce - Łozina - Domaszczyn - Zakrzów - Koszarowa

Trza jeździć, łyda się sama nie zrobi :)
Piątek, 12 maja 2017 Komentarze: 0
Dystans57.31 km
Czas01:48
Podjazdy412 m
SprzętWilma
Vśrednia31.84 km/h
Vmax72.10 km/h
Tętnośr.153
Tętnomax184
Kalorie 1329 kcal
Temp.15.2 °C
Więcej danych
CADavg: 88 rpm | Garmin Connect | Koszarowa - Pawłowice - Ramiszów - Pasikurowice - Skarszyn - Głuchów Górny - Czachowo - Radłów - Skotniki - Boleścin - Krakowiany - Węgrów - Łozina - Domaszczyn - Zakrzów - Koszarowa

Wyjazd stricte treningowy w międzyczasie zamienił się w kolarstwo romantyczne ;) Ale po kolei - początek to 10-minutowe odcinki z tętnem w okolicach 165 bpm. Pod górki wjeżdżam ponoć dość mocno, o czym napisała mi Kasia H&M, która akurat będąc w podróży na Langa, rozpoznała mnie podczas jednego z ataków szczytowych ;) Człowiek nawet pod Wrocławiem nie może pozostać anonimowy :p
Na Prababkę wdrapuję się trzy razy. Mój najlepszy czas na tym segmencie to 57 sekund. Żeby zdobyć KOM'a musiałbym mieć 34, czyli średnią 34 km/h na 14% hopce - masakra, jakie cyborgi tutaj jeżdżą...


Z Prababki miałem jechać prosto do domu, ale przypomniało mi się, że kiedyś myślałem o sprawdzeniu drogi na Węgrów. W tym momencie zaczynam kolarstwo romantyczne :p Niby tylko 5 km, ale to świetny odcinek. Kwintesencja jazdy na szosie - bardzo dobry asfalt, wąska dość kręta droga, parę podjazdów. Bajka! Widoczki też nie najgorsze, np. pole sztruksowe ;) Nawet zatwardziałym MTB'owcom by się spodobało ;)


Te kilka nadłożonych kilometrów spowodowało, że musiałem znowu zacząć jechać trochę szybciej, żeby wyrobić się przed zachodem słońca. Brakło mi 2 minut, ale na szczęście nic mnie nie rozjechało "po ciemku" :p
Czwartek, 11 maja 2017 Komentarze: 0
Dystans55.72 km
Teren40.00 km
Czas02:39
Podjazdy127 m
SprzętChińczyk
Vśrednia21.03 km/h
Vmax40.60 km/h
Tętnośr.140
Tętnomax169
Kalorie 1000 kcal
Temp.18.2 °C
Więcej danych
CADavg: 75 rpm | Garmin Connect | Koszarowa - Biskupice Widawskie - Kłokoczyce - Wilczyce - Swojczyce - Koszarowa - Las Zakrzowski - Pruszowice - Bukowina - Pasikurowice - Cienin - Biskupice Widawskie - Koszarowa

Połowa trasy to przejażdżka z Ż. w trakcie której miałem zabójczo wysokie tętno 87 bpm ;) Po odstawieniu małżonki do domu zrobiłem jeszcze jedną rundę, tym razem w rewirach północnych. Trochę poszarpałem, trochę pozwiedzałem m.in. dawny poligon niemiecki, a także trochę pobłądziłem, co widać na zdjęciu ;) I tak mi zleciało całe popołudnie...
Niedziela, 7 maja 2017 Komentarze: 6
Dystans68.64 km
Teren60.00 km
Czas02:52
Podjazdy621 m
Uczestnicy
SprzętChińczyk
Vśrednia23.94 km/h
Vmax47.30 km/h
Tętnośr.173
Tętnomax185
Kalorie 2427 kcal
Temp.6.1 °C
Więcej danych
Szczerze, to wcale nie chciało mi się taplać w błocie, ale skoro już opłacone, drużyna i kibice czekają, a co najważniejsze - Wojtas twierdził, że będę za nim, to nie miałem innego wyjścia, jak zasmakować majowego błota WPN-u. Dojazd na miejsce dość wczesny, więc było sporo czasu na rozgrzewkę i zapoznanie z trasą. Jedno było pewne - trasa pylić nie będzie :p (foto by: RemediuM SE.P)


W Dolsku nie jechałem, ale "po znajomości" dostałem drugi sektor. Po ich połączeniu w zasadzie jestem w pierwszym, więc tragedii nie ma - i tak wszystko rozegra się na podjeździe Pożegowską, więc startuję spokojnie (w przeciwieństwie do niektórych...). Na podjeździe czołówka odpala tak, że Sylwia nie nadąża im zdjęć robić ;) a ja próbuję ugrać tyle, na ile starczy mi sił. Próbuję dojść Wojtasa, ale tego dnia jest mocniejszy (przynajmniej na podjazdach). Przy tętnie 185 wolałem trochę odpuścić na starcie, niż cierpieć na drugiej rundzie. (foto by: RemediuM SE.P)


Nie oznacza to jednak, że jadę wolno. Poniższe zdjęcie dobrze pokazuje, że inni też już mieli dość :D (foto by: Hania Marczak)


Teraz czeka nas kawałek bruku w dół i polna dojazdówka do pierwszych zabiegów SPA. Na tym odcinku wyprzedzam Wojtka i kilkoro innych megowców. Przez błoto i kałuże cudem przejeżdżam bez gleby, tylne koło w ogóle nie ma przyczepności i trzeba uważać jak na lodzie. Na ścieżce wzdłuż Grajzerówki dochodzę trzy Rybki (jak się później okazuje to z nimi przejadę większość trasy). Na podjeździe za nawrotem trochę mną rzuca na boki, ale nie ma tragedii - przynajmniej jadę :) Od tego momentu wychodzę na czoło dużej grupy, która się utworzyła na podjeździe - wolę włożyć więcej sił w jazdę z przodu, ale przynajmniej nie wyglebić z czyjegoś powodu. Początkowo trochę się tasujemy na zmianach, ale po chwili na czole pracuję już tylko ja i Rysiek Żurowski (czasami dołączy się jeszcze Krzysiek i Adam, również od Rybek). Na wyraźne znaki z naszej strony nie ma żadnego odzewu, więc wypruwamy siły we dwoje. Na dojazdówce między tarką a Janosikiem szóstka tuż za nami nagle odżywa i się nam urywają. Równie duże pobudzenie pojawia się przed Janosikiem, gdzie ku mojemu zaskoczeniu na czoło grupy wysunął się Wojtek (wcześniej gdzieś mi tylko migał w tyle grupy). Ostatecznie jednak próbował podjechać, a ja z góry założyłem, że będę wbiegał i chyba lepiej na tym wyszedłem ;) (foto by: Hania Marczak)


Dalej znowu następuje tasowanie w stawce - kolejne zabiegi SPA, ścieżka wzdłuż Grajzerówki i błotnisty podjazd ostatecznie ustalają skład grupki, w której zostaję z Ryśkiem, Piotrem Przybyłem i Mateuszem Nowickim. Mafia kompletnie nie ma z czego jechać, Piotr czasami próbuje, ale raczej krótkie odcinki a ja też akurat łapię słabszy odcinek - ciężar prowadzenia grupy spadł wtedy w większości na Ryśka. Siły zregenerowałem dopiero w połowie rundy i teraz to ja byłem bardziej aktywny. Szkoda, że nie było z nami jeszcze 1-2 osób z niewielkimi zapasami sił, bo była chwila, że mogliśmy dojść grupę uciekinierów sprzed Janosika. No cóż, nie mieliśmy ze sobą nikogo takiego i musieliśmy rzeźbić sami. Mimo końcówki sił i mega pieczenia ud na podjazdach mamy dużo frajdy z wyścigu.
Czasem fajnie się tak upodlić :) (foto by: Hania Marczak)


Pod Janosikiem zauważam, że chyba faktycznie zostało mi więcej sił, więc wykorzystuję to i urywam się kolegom.
Jeszcze tylko podjazd Skrzynecką, ostatnie kilka  mocnych depnięć i upragniona meta. Uffff, było ciężko :) (foto by: RemediuM SE.P)


Na koniec jeszcze raz specjalne podziękowania dla Ryśka - daliśmy dzisiaj czadu! ;) (foto by: RemediuM SE.P)


Mimo początkowej niechęci do dzisiejszego startu świetnie mi się jechało. Cały czas równo, co widać po międzyczasach. Cały czas mocno, co czuję w nogach. No i najważniejsze, że w drużynówce też nam dobrze poszło.  Krzychu to wiadomo - poszedł jak dzik w żołędzie wycinając wielu o wiele bardziej utytułowanych zawodników. Wojtek, tuż za mną. Jacek, też bardzo blisko mnie i Wojtka. Przemo również zaliczył bardzo dobry występ na mini. Oj, rośniemy w siłę! :) (foto by: RemediuM SE.P)


Czas: 02:27:49
Check point1: 00:27:14 (28)
Check point2: 01:14:04 (28)
Check point3: 01:37:41 (31)
MEGA Open: 29/110 (0 DNF)
MEGA M3: 9/45 (0 DNF)
Strata: 0:13:50 (Michał Górniak)
DST: 62,99 km
Uphill: 525 m
AVG: 25,57 km/h
Vmax: 47,3 km/h
CADavg: 89 rpm
Garmin Connect

PARĘ SŁÓW O MNIE

Cześć, jestem Dawid z miasta Wrocław!

Nikt pewnie nie uwierzy, ale jako dziecko nie chciałem jeździć na rowerze. Za to w 2009 roku wystartowałem w pierwszych zawodach. To wtedy zaczęła się moja przygoda z kolarstwem. Kiedyś nastawiony na wyniki, teraz częściej wybieram "kolarstwo romantyczne".

108790.91

KILOMETRÓW NA BLOGU

28648.00

KILOMETRÓW W TERENIE

22.34 km/h

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ

206d 10h 53m

CZAS NA ROWERZE

MOJE ROWERY

GREY

Nowy stary Grizl po wymianie gwarancyjnej. Przy okazji wjechał napęd na bateryjki.

  • Canyon Grizl AL
  • Osprzęt Sram Rival XPLR (42T + 10-44T)
  • Koła BW SuperLite 40
  • Opony Tufo Thundero HD 40C

CHIŃCZYK

Spełnienie marzeń o karbonowym 29er. Początkowo miał to być niemiecki Canyon, ale z powodu wpadki przy jego zakupie, zdecydowałem się na chińczyka od Konwy. Podczas składania plan był prosty - budujemy rower do ścigania, ale nie bez kompromisów. Oprócz wagi liczyła się przede wszystkim trwałość, uniwersalność i wygoda. Tym sposobem minimalnie przekroczyliśmy 10 kg, ale wyszło super.

  • Flyxii FR-216
  • RockShox SID XX World Cup
  • Osprzęt XT M8000 (34T + 11-46T)
  • Koła DT 350 + DT XR331 + DT Champion
  • Opony Vittoria Barzo 2.25 + Mezcal 2.25

FURIOUS

Wół roboczy złożony z części, które pozostały po połamanych Grizzlu i Lawince.

  • Accent Furious Pro
  • Osprzęt GRX RX400 (38T + 11-34T)
  • Koła DT Swiss Gravel LN
  • Opony CST Overton 40C

GRIZZLY

Zakup długo chodził mi po głowie, ale pojawiały się myśli, że te gravele to tylko chwilowa moda. Po wielu tysiącach kilometrów szutrów i asfaltów stwierdzam, że zamiana szosy na gravela to był strzał w dziesiątkę! Szybkość, wygoda i wolność. Gdybym miał mieć jeden rower, to na pewno byłby to gravel :) Rama pękła po 20.000 km. Bez zająknięcia została wymieniona na nową w ramach gwarancji, więc plus dla Canyona.

  • Canyon Grizl Al
  • Osprzęt GRX RX400 (40T + 11-38T)
  • Koła BW SuperLite 40
  • Opony Tufo Thundero HD 40C

WILMA

Pierwsza szosa, kupiona lekko używana. Mimo zastosowania karbonu, demonem wagi nie była - w sumie około 9 kg. Po latach oddana w dobre ręce, by cieszyć kolejnego właściciela :)

  • Wilier Triestina Mortirolo
  • Osprzęt Campagnolo Veloce/Mirage
  • Koła DT R460

LAWINKA

Byliśmy razem od lipca '07. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, która zaraziła mnie pasją do kolarstwa :) Początkowo robiła za sprzęt do ścigania, później katowałem ją na całorocznych dojazdach do pracy. Niestety, pękła w okolicach suportu po ponad 60.000 km, więc trzeba było ją czymś zastąpić...

  • Rama GT Avalanche 2.0
  • RockShox Reba SL
  • Napęd Deore XT M770
  • Hamulce Formula RX
  • Koła Deore XT