Trzeci raz w Żarnowcu, po raz drugi na pudle. Najpierw cyferki, a później kilka słów wraz ze zdjęciami.
RUN 3 km, czas 00:13:31, 4:22 min/km, OPEN 20
T1, czas 00:01:40, OPEN 51
BIKE 16 km, czas 00:38:44, 25,6 km/h, OPEN 3
T2, czas 00:01:42, OPEN 34
RUN 4,5 km, czas 00:22:58, 5:11 min/km, OPEN 19
TOTAL, czas 01:18:25, OPEN 9/115, M30 2/29
Connect,
foxter
Pierwszy bieg zgodnie z założeniami, czyli start z czołówką w tempie 3:20, powolne odpadanie a przede wszytkim pilnowanie tempa, żeby ostatecznie zmieścić się między 4:20 a 4:30. Plan zrealizowany w stu procentach, choć nie wiem, czy jednak nie powinienem pobiec trochę mocniej...

Przebieranki, jak zawsze, chyba trochę za długie, szybki żel i wskakuję na rower. Oj, coś pięknego :) Zresztą - widać na poniższym zdjęciu...

Tylko kolega na Accencie się uczepił i ostatecznie odjechał, ale był ze sztafet, więc mógł ;) Rower jest moją sztandarową konkurencją, więc wyprzedzam ile się da. Rower zaczynam na 25. miejcu OPEN, kończę na siódmym. Nadrobiłem, ile się da. Teraz tylko tego nie stracić...

O pierwsze oczko spadam jeszcze w strefie zmian, nawet nie wiem kiedy... Zostaje drugi bieg, który w Żarnowcu jest cholernie ciężki. Cztery podbiegi (a raczej podejścia), na których tempo spada do zera... Cały czas widzę jedną osobę przede mną, kilka za mną. W pewnym momencie ktoś mnie wyprzedza, ale różnica w tempie jest na tyle duża, że nikt nie podejmuje walki, ani ja, ani kolega przede mną. Bateryjki powoli się wyczerpują i z utęsknieniem czekam na ostatni podbieg po schodach. Jest! Na górze łapię się drzewa, żeby się nie przewrócić... Zbieg po korzeniach, oglądam się za siebie - nie ma ich! Tzn. są, ale jeszcze na schodach, więc już mnie nie dojdą. Ostatnie 300 metrów i meta!

Dawno nie ukończyłem zawodów tak wyczerpany. Wiem, że dałem z siebie wszystko. Widać to po międzyczasach w porównaniem ze
startem sprzed trzech lat. Na bieganiu urwałem odpowiednio 25 oraz 28 sekund. W strefie zmian łącznie zyskuję 17 sekund, choć tu jest jeszcze trochę do urwania. Rower to przepaść - poprawiam czas o prawie 6,5 minuty! Łącznie zyskałem 7 minut i 37 sekund. To się nazywa progres :) Co mogę jeszcze poprawić? Wydaje mi się, że wspomniany pierwszy bieg. Czułem, że biegnę go poniżej swoich możliwości i mógłbym urwać z 10-15 sekund na kilometr. To by ograniczyło ilość wyprzedzania na rowerze, co przecież też ma duże znaczenie, jak nie trzeba się tyle przepychać między ludźmi. Drugi bieg to i tak walka o życie, więc tam już za dużo poprawić się nie da ;) No nic, spróbuję tej taktyki następnym razem.

PS Wiadomość do mnie w przyszłości: nie brać gravela, MTB jest najbardziej odpowiednie :P