droga jest celem

Wpisy archiwalne w kategorii

> 50

Dystans całkowity:35114.18 km (w terenie 12243.00 km; 34.87%)
Czas w ruchu:1458:08
Średnia prędkość:24.08 km/h
Maksymalna prędkość:74.50 km/h
Suma podjazdów:182081 m
Maks. tętno maksymalne:210 (116 %)
Maks. tętno średnie:188 (102 %)
Suma kalorii:717550 kcal
Liczba aktywności:528
Średnio na aktywność:66.50 km i 2h 45m
Więcej statystyk
Sobota, 11 maja 2019 Komentarze: 2
Dystans76.58 km
Teren55.00 km
Czas04:14
Podjazdy1046 m
SprzętChińczyk
Vśrednia18.09 km/h
Vmax48.20 km/h
Tętnośr.151
Tętnomax183
Kalorie 2946 kcal
Temp.11.7 °C
Więcej danych
CADavg: 78 rpm | Garmin Connect | Racula - Jędrzychów - Ochla - Jędrzychów - Racula

Mimo kiepskiej pogody musiałem w końcu "coś" pojeździć! Tegoroczna edycja Kaczmarka w Zielonej już się odbyła, a że słyszałem, że trasa była jeszcze lepsza niż  rok temu, postanowiłem sprawdzić to własnonożnie. Faktycznie - trasa cud, miód! Szkoda tylko, że forma nie ta, ale frajdę miałem i tak niezłą. Całość przejezdna w siodle, kilka ładnych widoczków, parę super singli - chyba najfajniejsze to wąwóz, wilkanowo, grzbiet i longer, na którym prawie wyrzuciło mnie z roweru po walnięciu pedałem w pieniek... Generalnie mimo deszczu świetnie się bawiłem. Owszem, na dojazdówce do domu zaczęło brakować mi sił, ale w sumie nie było źle. Pewnie w połowie stawki mega bym dojechał :p
Niedziela, 30 września 2018 Komentarze: 1
Dystans65.09 km
Teren65.00 km
Czas03:05
Podjazdy587 m
Uczestnicy
SprzętChińczyk
Vśrednia21.11 km/h
Vmax45.10 km/h
Tętnośr.173
Tętnomax187
Kalorie 2935 kcal
Temp.12.4 °C
Więcej danych
Wszystko, co było do napisania o maratonie w Wolsztynie, zostało już napisane przez moich kolegów JackaWojtka, więc ograniczę się do hajlajtsów ;) Zaczęliśmy z końca drugiego sektora i już od startu Adrian zaczął szybko przebijać się do przodu. Nawet bardzo szybko!!! Ledwo trzymałem koło, ale nadzieja, że jak już ich wyprzedzimy to zwolnimy, dawała dodatkowe waty (foto by: Anna Flak)


A jak wiadomo nadzieja matką głupich... Doszedł do nas Wojtas i jeszcze bardziej przyspieszyliśmy - powstał trzyosobowy pociąg Unitów, który rozjeżdżał wszystkich, którzy pojawili się na jego drodze, np. tak jak tego pana z numerem 515 (foto by: Przemysław Listewnik)


Wierzcie lub nie, ale nie było grupki, której nie udałoby nam się porwać. Na płaskim i podjazdach najwięcej pracował Wojtas, ja z Adrianem trochę mniej. Za to na zjazdach to ja krzyczałem do Wojtasa "LEWA WOLNA", co dawało mi sporo frajdy :D Musi chłopak jeszcze popracować nad techniką, choć i tak jest duży progres, w porównaniu do tego, co było kilka lat temu ;) (foto by: Przemysław Listewnik)


Niestety, po parunastu kilometrach tak szaleńczej jazdy zacząłem słabnąć i koledzy odjechali w siną dal... Na krótko jednak, bo pod koniec rundy połączyliśmy się z mini (kiepski pomysł...) i znowu Unity jechały razem. Oprócz nas jeszcze sporo konkurentów bo przez przebijanie się przez mini nasza przewaga zmalała, ale tylko do rozjazdu na giga (foto by: Janusz Zając)


Po zjechaniu na drugą rundę zostaliśmy we trójkę :) Później zostałem sam :p by pod koniec wyścigu dojść spuchniętego Adriana i ostatecznie dołożyć mu 5:41 minuty. Żeby nie było, że jestem taki super, to mi również włożono :( Krzychu aż 21:58 min., Staszek 16:58 min., rewelacyjny tego dnia Jacek 9:54 min. i jak zawsze mocny w Wolsztynie Wojtek 6:28). Ja w tym sezonie może i nie błyszczę, ale drużynowo jesteśmy genialni!!! Zresztą, patrzcie sami :)


Na zakończenie najlepsze zdjęcie, pokazujące jak dużym sukcesem dla naszego teamu jest 5 miejsce w drużynowej generalce. Wokół nas teamy mające po kilkadziesiąt osób, trzy pierwsze z kilkoma zawodnikami elity w składzie. A my?

Raptem dziewięć osób... ale za to z dobrym koksem i świetnie ubrani :p (foto by: Piotr Łabaziewicz)

UNIT MARTOMBIKE TEAM - JEST MOC!!!


Czas:
03:05:24
Check point1: 00:46:16 (47)
Check point2: 01:08:55 (79)
Check point3: 02:05:37 (46)
Check point4: 02:31:16 (46)
GIGA Open: 51/68
GIGA M3: 19/26
Strata: 0:36:08 (Grzegorz Grabarek)
DST: 65,09 km
Uphill: 587 m
AVG: 21,06 km/h
Vmax: 45,1 km/h
CADavg: 81 rpm
Garmin Connect
Niedziela, 2 września 2018 Komentarze: 4
Dystans52.89 km
Teren50.00 km
Czas02:57
Podjazdy1042 m
SprzętChińczyk
Vśrednia17.93 km/h
Vmax50.80 km/h
Tętnośr.176
Tętnomax193
Kalorie 2584 kcal
Temp.18.6 °C
Więcej danych
Kolejny z cyklu maraton "u teściowej", więc przynajmniej się wysypiam w dniu startu ;) W domu rowery chwilowo służą za dekorację ścienną, więc cudów się nie spodziewałem :D Giga z góry odpuszczam, na wielkie ściganie na mega też pewnie braknie sił - w planach mam się świetnie bawić i mogę już teraz powiedzieć, że się udało ;) (foto by: Piotr Łabaziewicz)


Startuję z jedynki, co wcale mnie nie cieszy, bo już na starcie mam dwie minuty w plecy do Wojtasa i Jacka ;) Na teamowych koni (Krzycha i Grzegorza) nawet nie patrzę, bo to zupełnie inna liga. Od samego początku jadę bardzo asekuracyjnie, przynajmniej jeśli chodzi o szarżowanie siłami. Na takie starty muszę sobie ustawić na Garminie ekran, na którym będzie tylko tętno :) Na podjazdach zachowuję spokój, za to na zjazdach... :)

Mimo, że okolice Wzgórz Piastowskich zdołałem już całkiem dobrze poznać, m.in. jeżdżąc treningowo kaczmarkowe trasy z ubiegłych lat to w wielu miejscach jestem po raz pierwszy! Część singli powstała celowo pod ten maraton. W ogóle cała pętla (26 km) to wiecznie ciągnący się szerszy lub węższy singiel. Typowych leśnych autostrad nie było prawie wcale. Do tego jeden podjazd asfaltowy, na którym notabene prawie dostałem mleczkiem w twarz, bo koleś przede mną na coś najechał i odpalił niezłą mleczną fontannę :D Reszta trasy to mniej lub bardziej kręte single. Co najistotniejsze, organizatorzy odpuścili niepodjeżdżalne zielonogórskie ścianki, przez co całość dało się przejechać w siodle. To była jedna z najlepszych tras, na których dane mi było się ścigać! (nie licząc oczywiście tych prawdziwie górskich)

Skoro jestem już przy ściganiu... Patrząc na międzyczasy nawet nie było tragicznie. W sumie to przez większość trasy wyprzedziło mnie niewiele osób. Owszem, zdarzały się konie z dwójki (m.in. Jacek wziął mnie z taką różnicą prędkości, że nawet nie próbowałem łapać koła...), ale większość jechałem w otoczeniu tych samych osób. Na podjazdach zazwyczaj mnie dochodzili, jadąc w dół to ja odskakiwałem na parędziesiąt metrów. (foto by: Renata Tyc)


Dopiero ostatnie pół godziny było wyraźnie słabsze w moim wykonaniu. Wychodzi tutaj bardzo mała ilość jazdy w ostatnim czasie. Na singlu wzdłuż strumienia dochodzi mnie Wojtas, a po chwili wyprzedza. Już do końca jadę za nim w odległości około 10 sekund a za mną wloką się dwie osoby, które Wojtek przyciągnął ze sobą ;) Około 150 metrów przed metą zaczynam finisz, bo kątem oka zauważam Mateusza Dunajewskiego od Rybek. Niestety, mimo osiągnięcia absolutnego maksa tętna (193 uderzenia, daaaawno tyle nie miałem) przegrywam o długość koła. Plus dwie minuty oczywiście :p (foto by: fotomtb.pl & Piotr Łabaziewicz)






W podsumowaniu napiszę tylko, że świetnie się bawiłem. Nie było bomby (ta czekała na trzeciej pętli, na którą dzięki Bogu się nie skusiłem :p ) ani żadnych awarii (a tych akurat było bardzo dużo bo aż 38 z 210 startujących nie ukończyło dystansu mega). Drużyna spisała się na medal - zajęliśmy czwarte miejsce, dzięki czemu umacniamy się na piątej pozycji w generalce.

To był kawał dobrego MTB! :)

Czas: 02:57:15
Check point1: 00:29:33 (72)
Check point2: 01:07:37 (65)
Check point3: 01:55:37 (62)
Check point4: 02:36:50 (58)
MEGA Open: 72/210 (38 DNF)
MEGA M3: 32/77 (10 DNF)
Strata: 0:36:01 (Szczepan Paszek)
DST: 52,89 km
Uphill: 1042 m
AVG: 17,90 km/h
Vmax: 50,8 km/h
CADavg: 80 rpm
Garmin Connect
Sobota, 14 lipca 2018 Komentarze: 0
Dystans62.10 km
Czas01:56
Podjazdy173 m
SprzętWilma
Vśrednia32.12 km/h
Vmax43.10 km/h
Tętnośr.160
Tętnomax182
Kalorie 1516 kcal
Temp.19.9 °C
Więcej danych
CADavg: 91 rpm | Garmin Connect | Józefowo - Izbica Kujawska - Bogusławice - Bugaj - Kłodawa - Przedecz - Żarowo - Nowa Wieś - Chociszewo - Józefowo

Szosowe kręcenie z Radkiem. Pogoda słaba, momentami w butach woda pluskała, ale i tak było super! Wzajemna motywacja przydała się między Kłodawą a Przedczem, bo dmuchało konkretnie. Spoko trening wyszedł :)
Niedziela, 8 lipca 2018 Komentarze: 1
Dystans81.81 km
Teren75.00 km
Czas03:36
Podjazdy618 m
SprzętChińczyk
Vśrednia22.73 km/h
Vmax49.70 km/h
Tętnośr.175
Tętnomax187
Kalorie 2911 kcal
Temp.22.8 °C
Więcej danych
Co tu dużo pisać... Płasko i szybko, ale wcale nie łatwo. Na zawody dojeżdżam z naszym directeur sportif, bo w Zielonej Górze gościmy cały weekend. Czasu dużo, wszystko na luzie bo z domu mamy 20 minut. Takie lokalizacje to ja lubię :)
"Jedynka" wypchana po brzegi - podejrzewam, że co niektórzy zaczęli się ustawiać w sektorze dzień wcześniej...
Wokół sporo znajomych twarzy - stawka mocna, ale to przecież standard u Kaczmarka.

Początek idzie spoko. Na długiej dojazdówce bywają momenty, że brakuje tchu, ale raczej zyskuję niż tracę. W sumie w trakcie całej pierwszej pętli tak było. Ciągłe napieranie w grupie, odważne ucieczki i ich kasowanie. Staram się jechać aktywnie, żeby mieć choć parę pozytywnych wspomnień ;) Gdzieś w połowie gubię bidon, więc zaczynam oszczędzać izo. Żele opóźniają nadejście kryzysu. W sumie to do samego końca unikam klasycznej bomby.

Końcówkę pierwszej rundy przejeżdżam tuż za Barbarą Borowiecką. Niestety, powoli zaczynam słabnąć. Niby nie jest źle, ale wyścig o pietruszkę zaczyna być wyścigiem o przetrwanie. Kontrolując tętno po prostu jadę swoje, mimo wyprzedzających mnie zawodników. Nawet nie próbuję podejmować walki, bo wiem, że źle by się to skończyło. W ten sposób wyprzedza mnie m.in. Adrian borykający się tego dnia z wieloma problemami z rowerem. Jak się okazuje na drugiej pętli tracę w sumie 10 miejsc... (foto by: Janusz Zając)


Bidon "wypadnięty" na pierwszej rundzie okazuje się być pusty - smacznego dla osoby, która mi go opróżniła! ;) Na bufetach piję, ile się da, ale suszy mnie do samej mety. Ciekawe, czy Adriana też ;) Zanim jednak dojechałem do mety to prawie przeszarżowałem w piaszczystym wąwozie. Za pierwszym razem jechałem tuż za Baśką i nic nie widziałem, więc zjeżdżałem bardzo asekuracyjnie. Za to na drugiej rundzie byłem sam, więc całkowicie puściłem klamki. Uff, dobrze, że tym razem się udało... ;) (foto by: Piotr Łabaziewicz)


Dojazd do mety minął bez większych emocji. Przede mną majaczył Adrian z kimś tam jeszcze, za mną pustki. Mostek podjechany, później tylko odebranie medalu i arbuzowa wyżerka :) Miejsce indywidualne nie cieszy, strata do teamowych koni ogromna (do Krzycha 24:19 min., do Grześka 23:13 min.), ale punkty do drużynówki są, dzięki czemu umacniamy się na PIĄTEJ POZYCJI!!! Nieraz przechodzi mi przez głowę, aby przerzucić się na mega/mini, ale z drugiej strony ktoś przecież musi zamykać stawkę ;) Zresztą, czasem dobrze się upodlić :p

Czas: 03:36:00
Check point1: 00:32:55 (45)
Check point2: 01:13:49 (41)
Check point3: 02:42:11 (48)
GIGA Open: 51/60 (3 DNF)
GIGA M3: 15/17 (1 DNF)
Strata: 0:45:17 (Andrzej Kaiser)
DST: 81,81 km
Uphill: 618 m
AVG: 22,73 km/h
Vmax: 49,7 km/h
CADavg: 83 rpm
Garmin Connect
Sobota, 9 czerwca 2018 Komentarze: 1
Dystans55.86 km
Teren5.00 km
Czas01:44
Podjazdy153 m
Uczestnicy
SprzętWilma
Vśrednia32.23 km/h
Vmax49.50 km/h
Tętnośr.175
Tętnomax183
Kalorie 1418 kcal
Temp.31.6 °C
Więcej danych
Druga odsłona Prodżectu PIGUŁA!

Po ubiegłorocznym starcie pozostał nam lekki niedosyt, bo prawie nam Mariusza utopili, więc tym razem do startu przystąpiliśmy mocno zmotywowani (ale wcale nie lepiej przygotowani :p ) Mariusz na przykład od dwóch dni nie schodził z toalety ;) He he :) Ja to wiadomo, mniej jeżdżę w tym sezonie, ale przynajmniej nie jadę przeziębiony. Adrian za to kupił buty! Nawet dwie pary, co tylko spowodowało, że zamiast opracowywać taktykę biegu drapał się po głowie i zastanawiał, które założyć :D

W trakcie zawodów największym przeciwnikiem okazała się pogoda - mi pokazało średnią temperaturę 31,6 st.C (w ubiegłym roku było tylko 21,8 st.C). Jedynie Mariusz nie narzekał na temperaturę (wody), dzięki czemu zanotował progres i to ogromny!!! Czas lepszy o 8 minut i 8 sekund od ubiegłorocznego to naprawdę przepaść. Nie zmienia to faktu, że na rower ruszam jako 13 ze sztafet, czyli Marian musi jeszcze popływać, bo jest sporo do poprawy :p  :*

Od wyjechania ze strefy zmian czuję, że może być ciężko poprawić ubiegłoroczny czas. Z tego co widzę w danych z licznika, to wiatr wiał niby podobnie silnie, ale tym razem z przeciwnego kierunku. Od drugiej pętli to już w ogóle zaczął jakoś kręcić i miałem wrażenie, że ciągle jest pod wiatr :D Ostatecznie 45 kilometrów z ośmioma wąskimi nawrotami pokonuję z czasem o 1 minutę i 23 sekundy gorszym niż ostatnio. Na pocieszenie fakt, że chyba nie wyprzedził mnie żaden "normalny" rower szosowy, same kosmiczne czasówki... Czyli jest z czego urywać - potrzebuję tylko ze 20 tys. zł na nowy rower :D

Po wjechaniu do strefy zmian okazuje się, że JESTEŚMY DRUGĄ SZTAFETĄ. Czyli kogoś tam wyprzedziłem ;) Teraz tylko Adrian musi dobiec do mety (bez kupy po drodze :) ). Udaje mu się to z notabene najlepszym czasem open, ale aż o 2:44 minuty gorszym niż rok temu! To najlepiej pokazuje, jakie piekło było w tym roku. Naprawdę sporo osób szło na biegu, na mecie zdarzały się zasłabnięcia. Mimo to poprawiamy się o 5:27 minuty i pewnie zajmujemy drugie miejsce na podium. Do Walecznych Psów tracimy 1:36 minuty, czyli są w naszym zasięgu. Za rok powalczymy o najwyższe miejsce na podium!!!

Zwarci i gotowi do walki! (foto by: a directeur sportif)


Marian wyłania się z wody (foto by: fotomtb.pl)


Tak się spieszyłem na zmianie, że trzepacko zapomniałem o 37 zasadzie velominati ;) - The arms of the eyewear shall always be placed over the helmet straps. No exceptions. We don’t know why, it’s just the way it is. (foto by: fotomtb.pl)


Triathlonista vs kolarz :) (foto by: fotomtb.pl)


Z domu zapomniałem wziąć okularów z korekcją i stąd wybór tych, które akurat były w samochodzie. Pewnie kilka watów na tym straciłem... Przy okazji dobrze, że w nikogo nie wjechałem ze swoją wadą wzroku :p (foto by: fotomtb.pl)


Szlify po kraksie z Atosikiem jeszcze nie zagojone... (foto by: fotomtb.pl)


Adrian zamiast się spieszyć, to do zdjęć pozował :) (foto by: fotomtb.pl)


Udało się!!! (foto by: Tomasz Szwajkowski)



PŁYWANIE (950 m): 13/28, czas 00:18:56 (strata 00:03:32)
ROWER (45 km): 3/28, czas 01:16:00 (strata 00:01:26)
BIEG (10 km): 1/28, czas 00:42:19 (straty brak)

SZTAFETA: 2/28, czas 02:18:52 (strata 00:01:36 Waleczne Psy)

DST: 45,86 km
Uphill: 113 m
AVG: 36,2 km/h
Vmax: 49,5 km/h
CADavg: 97 rpm
Garmin Connect
Sobota, 2 czerwca 2018 Komentarze: 0
Dystans68.90 km
Czas02:21
Podjazdy511 m
SprzętWilma
Vśrednia29.32 km/h
Vmax53.80 km/h
Tętnośr.143
Tętnomax174
Kalorie 1367 kcal
Temp.20.0 °C
Więcej danych
CADavg: 86 rpm | Garmin Connect | Koszarowa - Krzyżanowice - Cienin - Pasikurowice - Siedlec - Godzieszowa - Skarszyn - Głuchów Górny - Raszów - Trzebnica - Cerekwica - Sędzice - Czachowo - Radłów - Skotniki - Tarnowiec - Cielętniki - Miłonowice - Węgrów - Zaprężyn - Bierzyce - Łozina - Bąków - Domaszczyn - Zakrzów - Koszarowa

W drodze do Trzebnicy parę interwałów, a później spokojna jazda z atakami na każdej z hopek.


Tradycyjnie już do Prababki jedzie się spoko, a później mam lekkie odcięcie. Dobrze, że wziąłem z domu małe co nieco ;)

Full lampa Kategoria > 50, Edge 520
Czwartek, 31 maja 2018 Komentarze: 0
Dystans69.89 km
Czas02:20
Podjazdy491 m
SprzętWilma
Vśrednia29.95 km/h
Vmax63.40 km/h
Tętnośr.150
Tętnomax181
Kalorie 1464 kcal
Temp.29.7 °C
Więcej danych
CADavg: 87 rpm | Garmin Connect | Koszarowa - Krzyżanowice - Cienin - Pasikurowice - Siedlec - Godzieszowa - Skarszyn - Głuchów Górny - Raszów - Trzebnica - Cerekwica - Sędzice - Czachowo - Radłów - Skotniki - Piersno - Boleścin - Krakowiany - Węgrów - Zaprężyn - Bierzyce - Budziwojowice - Łozina - Łosice - Szczodre - Domaszczyn - Pruszowice - Zakrzów - Psie Pole - Koszarowa

Kocie drogi w samo południe. Grzało konkretnie, ale o dziwo w drodze do Trzebnicy jechało mi się nadzwyczaj dobrze. Gorzej było z powrotem. Do Prababki jeszcze jakoś szło, ale później zdechło :( Ogólnie jednak całkiem spoko trening z paroma mocnymi szarpnięciami.
Niedziela, 27 maja 2018 Komentarze: 2
Dystans90.61 km
Teren85.00 km
Czas04:01
Podjazdy802 m
SprzętChińczyk
Vśrednia22.56 km/h
Vmax47.00 km/h
Tętnośr.174
Tętnomax185
Kalorie 3144 kcal
Temp.26.6 °C
Więcej danych
Kolejny Kaczmarek w tym roku. Dwa tygodnie temu trzeba było walczyć o miejsce punktowane w drużynówce, tym razem nie ma wyjścia i wszyscy muszą cisnąć giga, a co najważniejsze ukończyć bez DNF (to ostatnie szczególnie ważne dla Grześka :p ) Najpierw robimy z Grześkiem parę kilometrów w celu obadania trasy, zwłaszcza, że słyszeliśmy coś o jakiś koleinach na dojazdówce do pętli. Po krótkim rekonesansie sam wracam na metę a Grzesiek coś tam jeszcze pojechał pokręcić - ja zdążę się rozgrzać w trakcie wyścigu ;) Po średnim występie w Sulechowie spadam do drugiego sektora, gdzie czuję się jakby bardziej na miejscu. Obok mnie staje Jacek i gawędząc oczekujemy startu. Po wystrzale ostro cisnę do przodu. (foto by: Zbigniew Nisztuk)


Starty zawsze dość dobrze mi wychodziły - tak jest też tym razem. Początkowy, mocno wykolejony fragment trasy pokonujemy bez nerwówki i po wjeździe na pętlę zaczynamy mocno cisnąć. Tumany kurzu lecą takie, że mało co widać, a prędkość grubo powyżej 40 km/h. Oj, to będzie szybki wyścig. Trasa tym razem dużo mniej ciekawa. Owszem, niby ładnie, jeziorka, lasy, łąki itp., ale brakuje smaczków MTB. (foto by: Piotr Łabaziewicz)


Pierwsza pętla to prawdziwy wyścig, druga - jazda w grupie, trzecia - samotność długodystansowca :)

Po przetasowaniach na pierwszej rundzie każdy znalazł swoje miejsce w szeregu i uformowaliśmy kilkuosobową grupę jadącą dość dobrym tempem. Sam sporo pracuję na czole, bo wyjątkowo dobrze czuję się tego dnia. W Sulechowie sporo się męczyłem, natomiast w Krośnie czułem tak, jak kiedyś, że pod nogą coś tam jednak jest :) Zdecydowanie najlepiej jest na podjazdach, ale tracę na prostych. A tych akurat jest sporo :( Parę kilometrów przed zjazdem na mega lekko słabnę, ale podbudowuje mnie zdziwienie zmieszane z podziwem kolegów z mojej grupki, gdy mówię im, że cisnę trzecią rundę :)

Od rozjazdu cisza i spokój - zupełnie jak podczas porannej niedzielnej przejażdżki po okolicach a nie na zawodach. Przede mną pusto, za mną również. Rozpoczyna się walka ze samym sobą, aby utrzymać jak najlepsze tempo. W trakcie całej pętli wyprzedziłem jedną osobę - Grześka od nas z teamu bo dopadła go mega bomba i nawet nie chciał, żebym go Unitem poratował. Sam również dałem się wyprzedzić jednej osobie (Rafałowi z FWS BIKE Team). W pewnym momencie zaczął mnie męczyć ból głowy, ale stawiam, że to z powodu żaru, który lał się z nieba. Od piachu, którego było w lesie bardzo dużo, paliło niemiłosiernie, więc mieliśmy grzanie z góry i dołu :) Sytuację ratowali mieszkańcy Łochowic polewający wodą ze szlaucha :) Na bufetach piję ile się da, dodatkowo jedną butelkę wciskając zawsze w tylną kieszonkę. Część wypijałem, reszta wylewała mi się na gacie, co było całkiem przyjemne ;) To wszystko spowodowało, że do mety dojeżdżam bez większego kryzysu.

Zajmuję dobre według mnie 39 miejsce na 50 śmiałków z giga. Rzut oka na nazwiska na liście startowej pokazuje, jak mocna jest stawka na kaczmarkowych giga. Zresztą, wystarczy, że powiem, że tylko 50 osób ze startujących w sumie 720 zdecydowało się na trzy gorące rundy... (foto by: fotomtb.pl)


Drużynowo plasuję się na drugiej pozycji. Stachu wkłada mi 15:44 minuty. Nad Grześkiem mam 9:23 przewagi a nad Jackiem 10:23. A teraz najlepsze - dojeżdżam przed Olą Dawidowicz, która na mecie mówi mi, że już dawno jej tak nie odcięło :) Czyli jednak nie trzeba jeździć, żeby jeździć :p

PS OGROMNE CHAPEAU BAS dla organizatorów z Krosna Odrzańskiego, a przede wszystkim dla żołnierzy z 5. Kresowego batalionu saperów. Nie dość, że udostępniono plac apelowy, dzięki czemu dawno nie mieliśmy tak dużego parkingu na zawodach, to dosłownie na każdym skrzyżowaniu w lesie stał żołnierz pokazujący drogę. Nawet na trzeciej rundzie! W regulaminowym mundurze, z beretem na głowie i pełni zaangażowania. Koledzy - dobra robota!

Czas: 03:43:26
Check point1: 00:55:15 (41)
Check point2: 01:12:45 (41)
Check point3: 02:02:58 (40)
Check point4: 03:15:32 (40)
GIGA Open: 39/50 (+2 DNF)
GIGA M3: 14/16
Strata: 0:39:45 (Mariusz Gil)
DST: 84,36 km
Uphill: 771 m
AVG: 22,65 km/h
Vmax: 47,0 km/h
CADavg: 86 rpm
Garmin Connect
Niedziela, 20 maja 2018 Komentarze: 2
Dystans79.65 km
Czas02:39
Podjazdy564 m
SprzętWilma
Vśrednia30.06 km/h
Vmax53.80 km/h
Tętnośr.151
Tętnomax183
Kalorie 1648 kcal
Temp.21.0 °C
Więcej danych
CADavg: 89 rpm | Garmin Connect | Koszarowa - Osobowice - Obornicka - Świniary - Szewce - Zajączków - Pęgów - Golędzinów - Wilczyn - Kowale - Przecławice - Rzepotowice - Marcinowo - Trzebnica - Cerekwica - Czachowo - Radłów - Skotniki - Tarnowiec - Cielętniki - Miłonowice - Węgrów - Zaprężyn - Bierzyce - Łozina - Bąków - Domaszczyn - Zakrzów - Koszarowa

Dla tej rundy warto było przenieść się do Wrocławia ;) Kwintesencja Kocich Gór. Jedynie wylot Obornicką taki se, reszta rewelacja. Owszem, w paru miejscach przydałby się nowy asfalt, ale nie ma tragedii. Za to widoczki rekompensują wszystko. Większość podjazdów w granicach 6%, czyli w sam raz - tylko Prababka trochę sztywniejsza ;) Całość fajnie weszła w nogi :)


Jeszcze jedno zdjęcie - z przed roku, ale nic się nie zmieniło ;)

PARĘ SŁÓW O MNIE

Cześć, jestem Dawid z miasta Wrocław!

Nikt pewnie nie uwierzy, ale jako dziecko nie chciałem jeździć na rowerze. Za to w 2009 roku wystartowałem w pierwszych zawodach. To wtedy zaczęła się moja przygoda z kolarstwem. Kiedyś nastawiony na wyniki, teraz częściej wybieram "kolarstwo romantyczne".

108790.91

KILOMETRÓW NA BLOGU

28648.00

KILOMETRÓW W TERENIE

22.34 km/h

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ

206d 10h 53m

CZAS NA ROWERZE

MOJE ROWERY

GREY

Nowy stary Grizl po wymianie gwarancyjnej. Przy okazji wjechał napęd na bateryjki.

  • Canyon Grizl AL
  • Osprzęt Sram Rival XPLR (42T + 10-44T)
  • Koła BW SuperLite 40
  • Opony Tufo Thundero HD 40C

CHIŃCZYK

Spełnienie marzeń o karbonowym 29er. Początkowo miał to być niemiecki Canyon, ale z powodu wpadki przy jego zakupie, zdecydowałem się na chińczyka od Konwy. Podczas składania plan był prosty - budujemy rower do ścigania, ale nie bez kompromisów. Oprócz wagi liczyła się przede wszystkim trwałość, uniwersalność i wygoda. Tym sposobem minimalnie przekroczyliśmy 10 kg, ale wyszło super.

  • Flyxii FR-216
  • RockShox SID XX World Cup
  • Osprzęt XT M8000 (34T + 11-46T)
  • Koła DT 350 + DT XR331 + DT Champion
  • Opony Vittoria Barzo 2.25 + Mezcal 2.25

FURIOUS

Wół roboczy złożony z części, które pozostały po połamanych Grizzlu i Lawince.

  • Accent Furious Pro
  • Osprzęt GRX RX400 (38T + 11-34T)
  • Koła DT Swiss Gravel LN
  • Opony CST Overton 40C

GRIZZLY

Zakup długo chodził mi po głowie, ale pojawiały się myśli, że te gravele to tylko chwilowa moda. Po wielu tysiącach kilometrów szutrów i asfaltów stwierdzam, że zamiana szosy na gravela to był strzał w dziesiątkę! Szybkość, wygoda i wolność. Gdybym miał mieć jeden rower, to na pewno byłby to gravel :) Rama pękła po 20.000 km. Bez zająknięcia została wymieniona na nową w ramach gwarancji, więc plus dla Canyona.

  • Canyon Grizl Al
  • Osprzęt GRX RX400 (40T + 11-38T)
  • Koła BW SuperLite 40
  • Opony Tufo Thundero HD 40C

WILMA

Pierwsza szosa, kupiona lekko używana. Mimo zastosowania karbonu, demonem wagi nie była - w sumie około 9 kg. Po latach oddana w dobre ręce, by cieszyć kolejnego właściciela :)

  • Wilier Triestina Mortirolo
  • Osprzęt Campagnolo Veloce/Mirage
  • Koła DT R460

LAWINKA

Byliśmy razem od lipca '07. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, która zaraziła mnie pasją do kolarstwa :) Początkowo robiła za sprzęt do ścigania, później katowałem ją na całorocznych dojazdach do pracy. Niestety, pękła w okolicach suportu po ponad 60.000 km, więc trzeba było ją czymś zastąpić...

  • Rama GT Avalanche 2.0
  • RockShox Reba SL
  • Napęd Deore XT M770
  • Hamulce Formula RX
  • Koła Deore XT